Zgodnie z planem przedstawionym na spotkaniu rządu
deficyt budżetowy na ten rok ma być zmniejszony z 12,7 do 8,7 proc.
PKB. Z kolei w 2011 roku ma on być zredukowany do poziomu 5,6 proc. PKB, a w 2012 - do 2,8 proc.
Grecki plan będzie zaprezentowany przedstawicielom UE w piątek. - Nasze wysiłki w ciągu najbliższych trzech lat będą kluczowe dla przyszłości Grecji - powiedział premier Grecji George Papandreou. - Przedstawione cele są realne, możemy je osiągnąć - dodał.
Zmniejszenie deficytu będzie możliwe głównie dzięki drastycznym cięciom wydatków. Obcięte zostaną m.in. wydatki na obronność i służbę zdrowia, zredukowane mają być też nadgodziny dla pracowników strefy budżetowej. Grecki rząd chce też zamrozić
pensje urzędnikom i innym pracownikom budżetówki, których miesięczne pobory przekraczają poziom 2 tys. euro miesięcznie.
Zdaniem Papaconstantinou ogromne zadłużenie Grecji zacznie się zmniejszać od 2012 roku, a w 2013 osiągnie poziom 113,4 proc. PKB. Ogłosił też, że
gospodarka Grecji będzie na plusie od 2011 roku, kiedy PKB ma wzrosnąć o 1,9 proc., a w 2012 wzrost wyniesie 2,5 proc. Analitycy są jednak sceptyczni. - Prognoza wzrostu wygląda zbyt optymistycznie. Naszym zdaniem jest duża szansa, że kryzys w tym roku jeszcze się zwiększy, w 2010 gospodarka Grecji skurczy się o 2 proc., a w 2011 roku będzie nadal na minusie - komentuje Ben May, ekonomista z Capital Economics. - Deficyt budżetowy też nie będzie raczej spadał tak szybko, jak chciałby tego rząd. Jeśli jednak
Grecja będzie chciała go zmniejszyć za wszelką cenę, może to doprowadzić do bardzo głębokiej i poważnej recesji - dodaje.
- W tych planach nie ma nic nowego. Pokazują one tylko chęć rządu do zredukowania deficytu i utrzymania długu w ryzach. Inwestorzy muszą poznać więcej konkretów na temat sposobu, w jaki Grecja poradzi sobie ze swoimi problemami - dodaje Jürgen Michael, ekonomista z Citigroup.