Po upadku we wrześniu 2008 r. wielkiego banku inwestycyjnego
Lehman Brothers rozpoczął się kryzys finansowy, który o mało nie doprowadził do przewrócenia się kolejnych wielkich banków niczym kostek domina. Bankierzy przestali sobie ufać, bojąc się bankructw w sektorze finansowym, i zamarł rynek pożyczek bankowych służący w spokojnych czasach do finansowania bieżącej wypłacalności instytucji finansowych. Biały Dom ruszył im na pomoc z 700 mld dol., nacjonalizując lub pożyczając setki miliardów dolarów bankom i innym instytucjom finansowym, aby utrzymać ich płynność finansową.
- Instytucje finansowe traktowały ryzyko beztrosko - powiedział prezydent Obama. Dodał, że jest zdeterminowany osiągnąć ten cel, bo widzi, jak bardzo niemoralne premie wypłacają sobie menedżerowie firm uratowanych za pieniądze amerykańskich podatników, którzy ponieśli ogromne koszty z powodu kryzysu finansowego wywołanego przez banki.
- Chcemy odzyskać nasze pieniądze i dostaniemy je. To nie jest kara, ale zabezpieczenie na przyszłość - podkreślił Obama. Jego zdaniem firmy z Wall Street mogą sobie zrekompensować koszty podatku z premii wypłaconych menedżerom.
Nowy podatek ma zostać nałożony od 30 czerwca na co najmniej 50 największych instytucji finansowych, których aktywa osobno przekraczają 50 mld dol. Dotyczyć to ma np. AIG, banku Citigroup czy
Bank of America. Uzyskane pieniądze, w sumie chodzi o blisko 90 mld dol. w ciągu dziesięciu lat, mają zasilić
budżet.
Rzecznik Białego Domu Robert Gibbs powiedział, że nowym podatkiem nie zostaną obłożone Fannie Mae i Freddie Mac, bo nie są na tyle silne by
udźwignąć opłatę.
Pomysł Obamy musi zostać zaakceptowany przez Kongres i pokonać opór lobby bankowego. Szef banku JP Morgan Jamie Dimon skrytykował plan prezydenta i powiedział, że zawsze koszty takich działań są przerzucone na klientów.