Poznański sąd rejonowy w sierpniu 2009 r. skazał Winieckiego za zniesławienie Skrzypka. Wczoraj sąd drugiej instancji uchylił ten wyrok.
Profesor Winiecki odetchnął z ulgą. Gdyby wyrok z sierpnia się utrzymał i uprawomocnił, ekonomista byłby osobą karaną i straciłby miejsce w Radzie Polityki Pieniężnej, do której Senat powołał go zaledwie przedwczoraj.
W utrzymanie wyroku z sierpnia wierzyli chyba tylko oskarżający Winieckiego prezes NBP i jego pełnomocnik mec. Ernest Roskowiński. Wyrok zapadł bowiem w niecodziennych okolicznościach. Na ostatniej rozprawie nie było bowiem ani oskarżonego Winieckiego, ani jego obrońcy mec. Jerzego Naumanna. Nie przyjechali z powodu choroby tego drugiego, przesyłając do sądu (na ponad półtorej godziny przed rozprawą) faks z prośbą o przełożenie rozprawy. Sędzia stwierdził jednak, że żadne pismo do sądu nie wpłynęło, przesłuchał ostatniego świadka, wysłuchał mowy końcowej mec. Roskowińskiego i skazał nieobecnego Winieckiego.
Ekonomista został uznany za winnego zniesławienia Skrzypka w felietonie opublikowanym w 2007 r. w paru regionalnych dziennikach. Pisał, że prezes NBP "nie zna ekonomii i nie zna języków", a swój dyplom
MBA "wydębił psim swędem". Kara? 10 tys. zł grzywny, 20 tys. zł datku na Caritas
Polska, 1 tys. zł opłaty karnej i pokrycie kosztów procesu.
Winiecki o wyroku dowiedział się od dziennikarza "Gazety". Był zszokowany faktem, że sąd zakończył proces bez wysłuchania jego mowy końcowej.
- W sposób ewidentny nastąpiło naruszenie prawa oskarżonego do obrony - powiedział wczoraj sędzia Jarosław Ochocki. I nie odnosząc się do kwestii merytorycznych, nakazał ponowne rozpoznanie sprawy przez sąd rejonowy.
Sławomir Skrzypek w sądzie nie pojawił się, po rozprawie wydał oświadczenie. - Zaważyły względy proceduralne, co pozwala mi domniemywać, że ostatecznie sprawa będzie miała pozytywne rozstrzygnięcie. W mojej ocenie zgromadzony materiał dowodowy nie pozostawia wątpliwości co do winy oskarżonego - głosi oświadczenie.
Nowy proces potrwa przynajmniej kilka miesięcy. Podczas pierwszego (trwał rok) ekonomista utrzymywał, że prezes NBP nie ma prawa podawać, że ma dyplom MBA Uniwersytetu Wisconsin-La Crosse, bo według niego odbył w
USA tylko szkolenie. Podawał też w wątpliwość wartość dyplomu SGH, który Skrzypek uzyskał w wyniku nostryfikacji. Prezes NBP przekonywał, że skończył za oceanem
studia, których dyplom miał pełne prawo nostryfikować na SGH.
Skrzypek jest przewodniczącym RPP, w której od stycznia zasiada znany z jastrzębich poglądów i ciętego języka Winiecki. Tymczasem Skrzypek jest zwolennikiem luźnej polityki pieniężnej. Jak będzie im się układać współpraca? - Wzajemna niechęć nie powinna wpłynąć na naszą pracę w Radzie. Jedyny spór, którego się spodziewam, to ten o ekonomię - powiedział Winiecki "Gazecie".
Dla"Gazety" dr hab. Bohdan Michalski, politolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, zajmujący się kwestiami pojednania i dialogu
Los dał szansę Janowi Winieckiemu i Sławomirowi Skrzypkowi, aby łagodnie przeszli z konfliktu do współpracy. Jak dwóch się kłóci, to należy im dać wspólny cel, wtedy skupią się na jego realizacji i zapominają o animozjach. Potwierdzają to wyniki eksperymentu przeprowadzonego wśród amerykańskich studentów. Grupa białych i czarnoskórych studentów wyjechała na obóz letni i tam dochodziło między nimi do konfliktów. Skończyły się, gdy prowadzący eksperyment przydzielił im wspólne zadanie.
Sytuacja nasza nie wygląda jednak tak jak ta modelowa. Prezes Skrzypek ma nadrzędne miejsce w RPP jako jej przewodniczący. A skoro różnią się także poglądami na
politykę pieniężną, możliwe jest wzmocnienie tego konfliktu. Równolegle będzie trwał proces i będą się spotykać w sali sądowej i na posiedzeniach Rady.
Honorowym wyjściem byłoby wycofanie pozwu. Prezes mógłby stwierdzić, że to dla dobra Polski, że cel nadrzędny jest ważniejszy niż sprawy prestiżu i ego. Taki gest na pewno doceniłby Jan Winiecki i inaczej spojrzał na swego adwersarza. To by nobilitowało obydwu panów.