-
Chiny są otwarte dla zagranicznych firm internetowych, które chcą prowadzić interesy w Chinach zgodnie z prawem - powiedziała w czwartek rzeczniczka chińskiego MSZ. Według chińskiej terminologii "zgodnie z prawem" oznacza tyle, co zgoda na ocenzurowanie. Takie zobowiązanie podpisuje każdy zachodni koncern internetowy, który wchodzi do Chin.
To pierwsza oficjalna reakcja Pekinu po tym, gdy
Google zagroził wycofaniem się z Chin. Koncern poinformował we wtorek, że użytkownicy należącej do niego wyszukiwarki padli ofiarą chińskich hakerów, którzy włamali się na pocztę e-mailową obrońców praw człowieka w Chinach,
USA i Europie. Rzeczniczka MSZ nie odniosła się do zarzutu, że za cyberatakami stoją władze chińskie. - Chiny są przeciwne piractwu internetowemu - zapewniła. - Chiński internet jest otwarty - dodała. Dziennikarze nie dowiedzieli się od niej, czy rząd chiński prowadzi rozmowy z Google'em. I czy będzie się też starać zatrzymać go w Chinach.
Tymczasem chińscy internauci już drugi dzień mogą znaleźć w wyszukiwarce Google zdjęcie z manifestacji na planu Tiananmen w 1989 r. Wpisując słowo "Falun Gong", mogą wejść na dotąd zakazaną stronę Wikipedii o nielegalnej w Chinach sekcie buddyjskiej. Jednak inne wcześniej cenzurowane strony pozostają zamknięte. Jeśli Google je także odblokuje, dalszy ciąg wypadków łatwo przewidzieć. Chiny uznają, że złamał umowę, i zamkną wyszukiwarkę. Google zapowiedział jednak, że będzie namawiać Chiny na zmianę warunków umowy: chce działać w Chinach bez cenzury. Szanse, że dostanie na to zgodę, są nikłe.
Jeśli Google wycofa się z Chin, internautom pozostanie chińska wyszukiwarka Baidu.cn, uległa wobec cenzury. Ten chiński rywal amerykańskiego koncernu obecnie ma 77 proc. rynku i walczy o resztę. Zadowolone będą chińskie władze, które od dwóch lat zwiększają kontrolę nad internetem. - Perspektywa odejścia Google'a nas zasmuca - napisał wczoraj w swoim
blogu chiński niezależny prawnik Teng Biao - ale zgoda na cenzurę i zdrada zasady firmy: "Nie czyń zła" jest jeszcze gorsza. Teng potwierdził też, że próbowano mu wykraść pocztę internetową. To jeden z chińskich użytkowników Google'a, który padł ofiarą hakerów.