Biznes Ludzie Pieniądze

W oszukiwaniu banków jesteśmy tradycjonalistami

Rozmawiała Nina Hałabuz
15.01.2010 , aktualizacja: 15.01.2010 10:39
A A A Drukuj
Jeden na dwadzieścia wpływających do banków wniosków kredytowych składają oszuści - mówią Anna i Robert. Ona odpowiada w banku za windykację, on tropi wyłudzenia. Polacy pożyczają pieniądze na fałszywe firmy, podrabiają dokumenty, współpracują z pośrednikami finansowymi.
Nina Hałabuz: Jak oszuści wyłudzają pieniądze z banków?

Anna, Wojtek: Najpopularniejszy jest trik na fikcyjną firmę. Oszuści rejestrują filię znanej firmy. Ona ma prawdziwą siedzibę w Warszawie, a oni zakładają filię w innym mieście. Rejestrują ją w urzędzie skarbowym, podrabiają pieczątki, zakładają telefony i strony internetowe. Zatrudniają ludzi, płacą nawet za nich składki do ZUS-u, żeby wszystko wyglądało legalnie. Tylko że ci ludzie nie mają pracować, tylko wyłudzić od banków pieniądze. Dostają zaświadczenia o zarobkach i idą po kredyty na samochody, mieszkania, wakacje. A potem znikają.

Wykorzystują "słupy" - osoby bezrobotne, z problemami alkoholowymi, które za zapłatą uczestniczą w wyłudzaniu pieniędzy?

- Żeby dostać kredyt, trzeba stanąć twarzą w twarz z pracownikiem banku, a takie podstawione osoby mogłyby nie wypaść wiarygodnie. Do tego trzeba ludzi pewnych siebie, więc takimi wyłudzeniami zajmują się zwykle zorganizowane szajki. Lewi pracownicy posługują się podrobionymi dokumentami. Są firmy, które specjalizują się w podrabianiu dowodów osobistych - na prawdziwe dokumenty nakładane są dodatkowe warstwy z nowymi danymi.

Ile wniosków kredytowych to naprawdę próby wyłudzenia?

- Szacujemy, że jeden na każde dwadzieścia wniosków składają oszuści. Ten odsetek jest wyższy w nowych bankach - one walczą o rynek, zależy im na zdobyciu klientów, mają bardziej liberalne procedury kredytowe.

Jak się przed tym bronicie?

- Sprawdzamy właściciela firmy, dzwonimy do urzędu skarbowego, sprawdzamy też, od jak dawna strona internetowa firmy znajduje się na serwerze. Bo zdarza się, że firma działa niby od pięciu lat, a tymczasem strona WWW powstała dwa miesiące temu. To od razu sygnał, że coś jest nie w porządku. Stosowane praktyki nadużyć są na całym rynku podobne - zwykle jeśli jeden bank wykrył próbę wyłudzenia kredytów, to inne też się z takim przypadkiem zetknęły. Ale zorganizowane grupy przestępców nie przynoszą bankom największych szkód.

A kto?

- Zwykli klienci, którzy nagle przestają spłacać kredyty! Szacujemy, że co dziesiąty spóźnia się ze spłacaniem kredytów konsumpcyjnych i zadłużenia na kartach kredytowych. Ale co gorsze, w społeczeństwie panuje przyzwolenie na niespłacanie pożyczanych pieniędzy. Większość Polaków przyznaje, że długi trzeba zwracać. Ale kiedy słyszą rzewną historię emerytki, która wzięła kredyt na samochód dla wnuczka albo rodziny, która spłaca osiem kredytów, to ocena nie jest już tak jednoznaczna. Takie społeczne przyzwolenie sprawia, że ludzie pod byle pretekstem przestają płacić raty. Zrywają kontakt z bankiem, nie odbierają telefonów. Nie zdają sobie sprawy z tego, że takie postępowanie spowoduje, że dostaną wpis w BIK i w przyszłości nie dostaną żadnego kredytu. Musimy działać, bo przecież nie pożyczamy naszych pieniędzy, tylko te, które powierzyli nam inni klienci. Kredytobiorcom wydaje się, że niespłacanie niskich kwot nie jest niczym złym. A przecież jeśli przywłaszczamy sobie coś, co do nas nie należy, popełniamy przestępstwo. Bez względu na to, czy chodzi o wyniesiony ze sklepu telewizor, czy pożyczone w banku pieniądze.

Ale banki same są sobie winne - pożyczki na dowód, formalności w 10 minut, na oświadczenie, bez zaświadczenia o zarobkach. To nie było udzielanie kredytów, tylko rozdawanie pieniędzy!

- Banki nie są bez winy. W okresie najlepszej koniunktury procedury przy ocenie zdolności kredytowej były ograniczone do minimum, żeby maksymalnie przyspieszyć rozpatrzenie wniosku. Ale taka jest specyfika naszego rynku - dla Polaków najważniejsze jest to, jak szybko dostaną pieniądze do ręki. Nie lubią być prześwietlani i na prośbę, żeby przynieśli dodatkowe dokumenty, reagują: "To pójdę gdzie indziej!". Cena kredytu nie jest aż tak istotna - to, że zapłacą kilkanaście złotych miesięcznie więcej, jest bez znaczenia w porównaniu z liczbą formalności oraz tym, czy pieniądze dostaną dzisiaj, jutro, czy za tydzień.

Ze skąpstwa banki nawet nie sprawdzały w Biurze Informacji Kredytowej, na ile klient jest łącznie zadłużony!

- Wiele banków rzeczywiście tego nie robiło. Niekoniecznie ze skąpstwa - chodziło raczej o przyspieszenie wydania decyzji kredytowej. Zawsze sprawdzaliśmy, ile kredytów spłaca klient, i jeżeli było ich więcej niż trzy, nie udzielaliśmy kolejnego. Ale i tak teraz, gdy część naszych klientów ma problemy ze spłacaniem rat, dowiadujemy się, że w międzyczasie zaciągnęli kolejnych osiem czy dziesięć kredytów.

To inne banki musiały przymknąć oko na to, że ich klienci mają już na głowie kilka pożyczek!

- Niekoniecznie. Są osoby, które potrafiły zaciągnąć pięć kredytów i ukryć to przed bankami.

W jaki sposób?

- Raporty na temat wniosków kredytowych banki przesyłają do BIK raz na miesiąc. Jeśli więc ktoś składał w ciągu tygodnia dziesięć wniosków o pożyczkę w różnych bankach, to nawet jeśli one sprawdzały raporty w BIK, nie miały szansy dowiedzieć się, że ta osoba stara się o kredyty u konkurencji. Ale do tego klient musiał wiedzieć, jak działa międzybankowy system wymiany informacji. Można powiedzieć, że to byli tacy profesjonalni kredytobiorcy.

Ilu ich jest?

- Pożyczki spłaca niemal połowa dorosłych Polaków. Szacujemy, że z tych kilkunastu milionów osób co piąta stała się takim profesjonalnym kredytobiorcą.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów