Biznes Ludzie Pieniądze

Miliardy na inwestycje technologiczne czekają na chętnych

Nina Hałabuz
15.01.2010 , aktualizacja: 15.01.2010 20:33
A A A Drukuj
Bank Gospodarstwa Krajowego spłaca za firmy nawet 70 proc. wartości kredytów zaciągniętych na inwestycje w nowe technologie. Ale chociaż w 2009 r. do wzięcia było 200 mln zł, przedsiębiorcy wykorzystali tylko ułamek tych pieniędzy.
Kredyty dla firm
Kredyty dla firm


Kredyty z premią technologiczną mają zachęcić małe i średnie firmy do inwestowania w innowacyjność. Do wdrożenia nowej technologii, dzięki której firma unowocześni swoje produkty. Premia technologiczna jest bezzwrotną dotacją, której udziela Bank Gospodarstwa Krajowego. Może on spłacić za firmę od 40 do 70 proc. zaciągniętej pożyczki, zależnie od wielkości firmy i regionu, w którym działa. W programie uczestniczy na razie 13 banków (m.in. PKO BP, Pekao, Citi Handlowy, Millennium i BPS - pełna lista na stronie internetowej BGK). Do 2013 r. do wzięcia jest ponad 1,6 mld zł. Przedsiębiorcy nie muszą osobno ubiegać się o kredyt w banku, a osobno o premię technologiczną; bank, w którym zaciągają kredyt, załatwi za nich resztę.

Pierwsze umowy BGK podpisał z bankami w lipcu 2009 r. Po akcji reklamowej w gazetach i internecie odzew firm był olbrzymi. W trzy miesiące poświęconą kredytowi technologicznemu stronę internetową odwiedziło ponad 500 tys. osób. Na konferencji zorganizowanej przez BGK w Warszawie zjawiło się 350 przedsiębiorców. Bankowcy byli przekonani, że kredyty technologiczne rozejdą się jak świeże bułeczki.

Ale pół roku po ich uruchomieniu efekty są marne. Z zakontraktowanych na 2009 r. 200 mln zł podpisano umowy o premiach technologicznych na 8 mln zł - mniej niż 5 proc. dostępnych pieniędzy! Do końca minionego roku banki złożyły do BGK 28 projektów, ale tylko pięć zostało przyjętych (kilka wniosków bank odrzucił, większość dopiero ocenia).

Skąd tak mizerne wyniki? Zdaniem Aleksandry Rutkowskiej, menedżer ds. kredytów unijnych w Raiffeisen Banku, przedsiębiorcy często nie rozumieją, na jakie inwestycje mogą dostać dofinansowanie. - Myślą, że premia technologiczna jest udzielana na zakup maszyn lub urządzeń. A to nieprawda. Chodzi o wdrożenie w firmie innowacyjnej technologii, czyli takiej receptury, która podniesie konkurencyjność produktów i usług. I to właśnie dopiero sprzedaż tychże towarów lub usług decyduje o przyznaniu premii technologicznej - podkreśla.

Jeden z pierwszych na rynku takich projektów (przeszedł przez Raiffeisen Bank) zaczyna realizować poznańska firma telekomunikacyjna INEA. Zainwestowała w platformę, dzięki której będzie mogła świadczyć usługi telewizyjne na żądanie (klient sam wybiera film, który chce obejrzeć). Innym przykładem może być wprowadzenie systemu wideomarketingu w galeriach handlowych. Tomasz Kierzkowski, dyrektor biura funduszy europejskich w Pekao, potwierdza, że wielu przedsiębiorców nie rozumie, co kryje się pod pojęciem "innowacja" w kredycie technologicznym.

- W innych programach unijnych dla firm zakup nowoczesnej maszyny, nawet do restauracji czy piekarni, jest innowacją i może być dofinansowany. Takich zakupów nie można zrobić za kredyt technologiczny. Trzeba mieć np. patent na technologię i wtedy kredyt technologiczny sfinansuje wdrożenie tej technologii w firmie - mówi.

Zdaniem Eligiusza Nowakowskiego z ING Banku Śląskiego mała liczba wniosków to również skutek wymogów formalnych - firma starająca się o kredyt powinna złożyć 13 obszernych dokumentów, w tym m.in. opinię jednostki naukowo-badawczej potwierdzającą, że technologia jest nowoczesna i stosowana na świecie nie dłużej niż pięć lat. - Nabór wniosków ogłoszono w wakacje, gdy pracownicy uniwersytetów i politechnik są na urlopach. O opinie jest łatwiej od października - wskazuje. Jego zdaniem poważną wadą programu jest też to, że firmy mogą dostać dotację w formie premii technologicznej dopiero po wprowadzeniu na rynek produktów wytworzonych dzięki nowej technologii. - Późne uruchomienie dotacji i brak zaliczek zniechęca część firm - mówi Nowakowski.

Mała popularność kredytów technologicznych zaskakuje Tomasza Mironczuka, prezesa BGK. Jego zdaniem wielu bankowych doradców, którzy pracują z firmami, może w ogóle nie wiedzieć, że takie kredyty są dostępne. - Jeśli nikt im o kredytach z premią technologiczną nie powiedział, to nie mają ich w planach sprzedażowych i nie proponują klientom - mówi Mironczuk. Podkreśla, że przy poprzedniej edycji w 2006 r., gdy kredytów udzielał bezpośrednio BGK, zainteresowanie firm było ogromne - kredyty rozchodziły się jak świeże bułeczki.

Eligiusz Nowakowski z ING: - To faza startowa, jeszcze kilka miesięcy i liczba wniosków o kredyty technologiczne powinna poszybować do góry.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos