Przeciętny Polak płaci za prąd ok. 1,2 tys. zł rocznie. Połowa z tego to cena samego prądu, reszta - opłata za jego dostarczenie. Ceny muszą być zatwierdzane przez Urząd Regulacji Energetyki. Tymczasem od dwóch lat ceny dla firm są już całkowicie wolne - reguluje je wyłącznie rynek, a firmy, np. włocławski Anwil, zmieniają dostawców prądu.
Resort gospodarki chce uwolnić ceny - tylko prądu, nie opłaty za jego dostarczenie - także dla gospodarstw domowych. Uwolnienie cen spowoduje ich podwyżkę - zapewne o 10-15 proc. Przeciętny użytkownik zapłaci więc od 6 do 10 zł miesięcznie więcej niż dziś. Rząd chce, aby podwyżki nie dotknęły najbiedniejszych odbiorców (nazywa ich wrażliwymi), dlatego już na początku zeszłego roku obiecał wprowadzić dla nich specjalne osłony. Od tego szef URE Mariusz Swora uzależnia decyzję o uwolnieniu cen dla gospodarstw domowych.
We wrześniu 2009 r. resort gospodarki po półrocznych pracach przedstawił projekt ustawy w tej sprawie. I prace nad nim utknęły.
Za "odbiorców wrażliwych" uznano rodziny zużywające najmniej prądu - z reguły nie mają oni dużej ilości prądożernych urządzeń. Mieliby oni dostawać 30-proc. rabaty w rachunkach za prąd. Te rabaty naliczałyby najuboższym same firmy sprzedające energię. Informację o tym, komu bonifikata się należy, miałyby dostawać od gmin, które mają rejestry osób korzystających z pomocy społecznej. Takich rodzin będzie ok. 600 tys., będą musiały poinformować dostawcę prądu, że chcą i mają prawo skorzystać z ulgi. Ale nie te pomysły budzą opór resortu finansów. Resort gospodarki chce, żeby firmy energetyczne w zamian za sprzedaż tańszego prądu dla najbiedniejszych dostały ulgę w podatku VAT tej samej wysokości. - To niezgodne z unijną dyrektywą o podatku VAT - stwierdził resort finansów. I od tego czasu prace nad projektem ani drgnęły.
W piątek Waldemar Pawlak powiedział nam, że nastąpił przełom. - Dwa tygodnie temu odbyliśmy spotkanie z ministrem Rostowskim i zgodził się on na nasz projekt, który jest całkowicie zgodny z unijnym prawem - przekonuje wicepremier. To oznaczałoby, że projekt mógłby zostać szybko przyjęty przez rząd i uchwalony przez Sejm, a ceny prądu wzrosłyby już w tym roku.
Ale w rzeczywistości do zakończenia sporu jest daleko.
- Istota projektu Ministerstwa Gospodarki w postaci ochrony odbiorów wrażliwych nie podlega dyskusji. Natomiast konieczne jest doprecyzowanie szczegółów, nad czym w tej chwili pracujemy - twierdzi Magda Kobos, rzeczniczka resortu finansów. Nieoficjalnie urzędnicy resortu mówią, że na pomysły Pawlaka zgody nie będzie.
- Jak zobaczyliśmy ten projekt, to włosy nam się zjeżyły na głowie - mówi osoba z otoczenia ministra finansów. - Na ulgi w VAT na pewno się nie zgodzimy, a ponieważ resort gospodarki nie chce opracować żadnego innego rozwiązania, będziemy musieli wymyślić własne - tłumaczy.
Na uwolnienie cen dla gospodarstw domowych naciskają firmy energetyczne. Na sprzedaży prądu dla domów notują straty -
Polska Grupa Energetyczna mówiła o kwocie ok. 400 mln zł w 2008 r., Tauron i Enea o 160 mln zł, a Energa o 200 mln zł. Rekompensują to sobie, podnosząc uwolnione już ceny dla firm. Od 2008 r. wzrosły one o blisko 100 proc. Na resort gospodarki naciska więc też przemysł - fabryki, huty, kopalnie oraz zakłady chemiczne. - Polska jest jedynym krajem UE, w którym ceny energii dla firm są wyższe niż ceny dla gospodarstw domowych - powiedział "Gazecie" wicepremier Pawlak.
Państwowe Tauron i PGE walczą z Urzędem Regulacji Energetyki o ceny na 2010 r. URE nie zatwierdziło ich taryf dla domów. Skapitulowały Enea i Energa - zatwierdzone przez URE podwyżki są znacznie skromniejsze niż ich pierwotne żądania, w sumie wyniosą kilka złotych miesięcznie.
Zamieszanie jest ogromne, bo sprywatyzowani już
sprzedawcy prądu - działający na Śląsku Vattenfall i warszawski RWE - w ogóle nie przedstawili swoich cen do zatwierdzenia w URE. - Mamy prawomocny wyrok sądu, który nas od tego zwalnia - twierdzą. Podnieśli średnie ceny dla gospodarstw domowych odpowiednio o 3 i 4 zł miesięcznie.
Szef URE Mariusz Swora zapowiada, że zmusi obie firmy, by wcześniej przedstawiały mu ceny do zatwierdzenia.