W sobotę prezydent Francji Nicolas Sarkozy wezwał na dywanik szefa Renault Carlosa Ghosna. Miał się tłumaczyć z tego, że nową wersję popularnego auta Clio koncern zamierza produkować tylko w Turcji, rezygnując z montażu tych aut także w fabryce Flins pod Paryżem.
Plany te wzbudziły furię władz w Paryżu.
- Firma, która sprzedaje francuskim konsumentom, musi możliwie jak najwięcej produkować we Francji - powiedział w ostatni wtorek minister ds. zatrudnienia Laurent Wauqiez. Wypominał Renault, że w zeszłym roku dostało od rządu prawie 4 mld euro pomocy publicznej. I groził, że rząd Francji weźmie się do ręcznego sterowania inwestycjami koncernu, którego akcjonariuszem jest państwo. - Państwo ma 15 proc. akcji Renault i nie będziemy biernym obserwatorem w firmie, która dostała wielką pomoc podczas kryzysu - powiedział Wauquiez.
Francuski minister przemysłu Christian Estrosi zapowiedział, że rząd może zwiększyć swoje udziały w Renault do 20 proc., aby zwiększyć wpływ na decyzje koncernu. Estrosi stwierdził, że plany produkcyjne Renault to sprawa polityczna i ostateczny głos w tej sprawie należy do prezydenta Francji.
A ten nie krył, co myśli o planach Renault. - Nie po to dajemy tyle pieniędzy na wsparcie naszych firm motoryzacyjnych, aby pozwolić na wyprowadzenie za granicę naszych fabryk samochodów - powiedział Sarkozy w ostatnią środę na spotkaniu z parlamentarzystami.
Renault ugięło się pod presją. Po sobotnim spotkaniu z Sarkozym koncern zagwarantował, że nie przeniesie w całości produkcji nowego Clio do Turcji i utrzyma montaż tego auta we Flins. W tym zakładzie nie będzie też zwolnień, bo zostanie on centrum produkcji aut z napędem elektrycznym. Rząd Francji dał już na to 170 mln euro.
Stracą za to zakłady Renault w Hiszpanii i Słowenii, które od 2013 r. wstrzymają produkcję auta Clio - jak zapowiedział w środę koncern. Już w zeszłym roku Renault przeniosło część produkcji Clio ze Słowenii do Flins. Tamtą decyzję minister
gospodarki Francji Luc Chantal przedstawiał jako sukces rządowego programu wspierania
motoryzacji w zamian za ograniczenie zagranicznych inwestycji.
Protekcjonistyczne roszczenia rządu Francji niepokoją Brukselę. Komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes zażądała od władz Francji wyjaśnień w sprawie sporu o miejsce produkcji Clio. KE chce też od Paryża gwarancji, że przyznając pomoc koncernom samochodowym, nie zmusił ich do ograniczenia zagranicznych inwestycji. Byłoby to sprzeczne z prawem UE.
- Ekonomiczny nacjonalizm może wyzwolić spiralę roszczeń, które sprawią, że kryzys będzie dziesięć razy gorszy i zostaną pogrzebane wszelkie szanse na wyjście z niego - stwierdziła Kroes.
Paryż broni się. - Umowy o pomocy dla koncernów nie zabraniają państwu, które jest akcjonariuszem Renault, by omawiać strategię firmy z jej zarządem i wyrażać życzenie, by
samochody przeznaczone na europejski rynek były produkowane w UE - powiedział francuski minister ds. europejskich Claude Lellouche.
Szkopuł w tym, że na razie KE prowadziła strusią politykę w sprawie protekcjonistycznej polityki Paryża w motoryzacji. Zapowiadając przed rokiem 9 mld euro pomocy dla francuskich koncernów samochodowych, Nicolas Sarkozy sugerował, by w zamian koncerny przeniosły produkcję z zagranicznych do rodzimych fabryk. KE zrezygnowała jednak ze zbadania warunków francuskiej pomocy dla motoryzacji, zadowalając się deklaracją Paryża, że w umowach nie ma zapisów sprzecznych z prawem UE.
Teraz problem narasta, bo na francuski przykład powołują się politycy w innych państwach UE. Pół roku temu
Berlin obiecywał 4,5 mld euro pomocy publicznej dla
Opla. Ale rząd Niemiec uzależniał tę pomoc od przejęcia Opla od General Motors przez konsorcjum z udziałem Rosjan, które obiecywało utrzymać wszystkie fabryki Opla w Niemczech, kosztem zakładów w innych państwach UE.
Przed miesiącem w czasie prezentacji planu przeniesienia z Polski do Włoch produkcji nowej wersji modelu Panda na przykład Francji powoływał się szef Fiata Sergio Marchionne. Na wyprowadzenie Pandy z Polski rząd Włoch musiałby dać Fiatowi kilkaset milionów euro. - Ale w ten sposób można uratować pracującą na ćwierć gwizdka fabrykę pod Neapolem i jej robotników, a ponadto główne modele Fiata kupowane przez Włochów powstawałyby w rodzimych fabrykach - mówił Marchionne. To argumenty, które słychać też z ust francuskich polityków piętnujących Renault za plany produkcji aut dla Francuzów poza Francją.