Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd Francji stawia na motoryzacyjny nacjonalizm. Renault ustępuje

Andrzej Kublik
17.01.2010 , aktualizacja: 17.01.2010 21:14
A A A Drukuj
Rząd Francji wziął się do ręcznego sterowania Renault i chce decydować o zagranicznych inwestycjach koncernu. Komisja Europejska nie kryje zaniepokojenia tą francuską chorobą protekcjonizmu
Sobota, Paryż. Szefowie Renault
Carlos Ghosn (z lewej) i Patrick Pelata
idą na rozmowę z prezydentem Francji
Fot. BENOIT TESSIER Reuters
Sobota, Paryż. Szefowie Renault Carlos Ghosn (z lewej) i Patrick Pelata idą na rozmowę z prezydentem Francji
W sobotę prezydent Francji Nicolas Sarkozy wezwał na dywanik szefa Renault Carlosa Ghosna. Miał się tłumaczyć z tego, że nową wersję popularnego auta Clio koncern zamierza produkować tylko w Turcji, rezygnując z montażu tych aut także w fabryce Flins pod Paryżem.

Plany te wzbudziły furię władz w Paryżu.

- Firma, która sprzedaje francuskim konsumentom, musi możliwie jak najwięcej produkować we Francji - powiedział w ostatni wtorek minister ds. zatrudnienia Laurent Wauqiez. Wypominał Renault, że w zeszłym roku dostało od rządu prawie 4 mld euro pomocy publicznej. I groził, że rząd Francji weźmie się do ręcznego sterowania inwestycjami koncernu, którego akcjonariuszem jest państwo. - Państwo ma 15 proc. akcji Renault i nie będziemy biernym obserwatorem w firmie, która dostała wielką pomoc podczas kryzysu - powiedział Wauquiez.

Francuski minister przemysłu Christian Estrosi zapowiedział, że rząd może zwiększyć swoje udziały w Renault do 20 proc., aby zwiększyć wpływ na decyzje koncernu. Estrosi stwierdził, że plany produkcyjne Renault to sprawa polityczna i ostateczny głos w tej sprawie należy do prezydenta Francji.

A ten nie krył, co myśli o planach Renault. - Nie po to dajemy tyle pieniędzy na wsparcie naszych firm motoryzacyjnych, aby pozwolić na wyprowadzenie za granicę naszych fabryk samochodów - powiedział Sarkozy w ostatnią środę na spotkaniu z parlamentarzystami.

Renault ugięło się pod presją. Po sobotnim spotkaniu z Sarkozym koncern zagwarantował, że nie przeniesie w całości produkcji nowego Clio do Turcji i utrzyma montaż tego auta we Flins. W tym zakładzie nie będzie też zwolnień, bo zostanie on centrum produkcji aut z napędem elektrycznym. Rząd Francji dał już na to 170 mln euro.

Stracą za to zakłady Renault w Hiszpanii i Słowenii, które od 2013 r. wstrzymają produkcję auta Clio - jak zapowiedział w środę koncern. Już w zeszłym roku Renault przeniosło część produkcji Clio ze Słowenii do Flins. Tamtą decyzję minister gospodarki Francji Luc Chantal przedstawiał jako sukces rządowego programu wspierania motoryzacji w zamian za ograniczenie zagranicznych inwestycji.

Protekcjonistyczne roszczenia rządu Francji niepokoją Brukselę. Komisarz UE ds. konkurencji Neelie Kroes zażądała od władz Francji wyjaśnień w sprawie sporu o miejsce produkcji Clio. KE chce też od Paryża gwarancji, że przyznając pomoc koncernom samochodowym, nie zmusił ich do ograniczenia zagranicznych inwestycji. Byłoby to sprzeczne z prawem UE.

- Ekonomiczny nacjonalizm może wyzwolić spiralę roszczeń, które sprawią, że kryzys będzie dziesięć razy gorszy i zostaną pogrzebane wszelkie szanse na wyjście z niego - stwierdziła Kroes.

Paryż broni się. - Umowy o pomocy dla koncernów nie zabraniają państwu, które jest akcjonariuszem Renault, by omawiać strategię firmy z jej zarządem i wyrażać życzenie, by samochody przeznaczone na europejski rynek były produkowane w UE - powiedział francuski minister ds. europejskich Claude Lellouche.

Szkopuł w tym, że na razie KE prowadziła strusią politykę w sprawie protekcjonistycznej polityki Paryża w motoryzacji. Zapowiadając przed rokiem 9 mld euro pomocy dla francuskich koncernów samochodowych, Nicolas Sarkozy sugerował, by w zamian koncerny przeniosły produkcję z zagranicznych do rodzimych fabryk. KE zrezygnowała jednak ze zbadania warunków francuskiej pomocy dla motoryzacji, zadowalając się deklaracją Paryża, że w umowach nie ma zapisów sprzecznych z prawem UE.

Teraz problem narasta, bo na francuski przykład powołują się politycy w innych państwach UE. Pół roku temu Berlin obiecywał 4,5 mld euro pomocy publicznej dla Opla. Ale rząd Niemiec uzależniał tę pomoc od przejęcia Opla od General Motors przez konsorcjum z udziałem Rosjan, które obiecywało utrzymać wszystkie fabryki Opla w Niemczech, kosztem zakładów w innych państwach UE.

Przed miesiącem w czasie prezentacji planu przeniesienia z Polski do Włoch produkcji nowej wersji modelu Panda na przykład Francji powoływał się szef Fiata Sergio Marchionne. Na wyprowadzenie Pandy z Polski rząd Włoch musiałby dać Fiatowi kilkaset milionów euro. - Ale w ten sposób można uratować pracującą na ćwierć gwizdka fabrykę pod Neapolem i jej robotników, a ponadto główne modele Fiata kupowane przez Włochów powstawałyby w rodzimych fabrykach - mówił Marchionne. To argumenty, które słychać też z ust francuskich polityków piętnujących Renault za plany produkcji aut dla Francuzów poza Francją.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów