Biznes Ludzie Pieniądze

Trzeba załatwić sprawę długu II RP raz na zawsze

Tomasz Prusek
17.01.2010 , aktualizacja: 17.01.2010 21:43
A A A Drukuj
Brak uregulowania sprawy przedwojennych obligacji przez parlament pomimo wyroku Trybunału Konstytucyjnego odbija się coraz większą czkawką w sądach. Doszło do tego, że w ciągu trzech tygodni w tym samym sądzie zapadły dwa w duchu sprzeczne ze sobą prawomocne wyroki
Tomasz Prusek
Fot. Marcin Klaban / AG
Tomasz Prusek
Starszy, chory na serce mężczyzna wstał w środku nocy gdzieś na Pomorzu, aby o 4 nad ranem wsiąść do pociągu do Warszawy i dojechać na piątkową rozprawę przed sądem apelacyjnym. Liczył, że po kilku latach bojów w sądach uzyska odszkodowanie za przedwojenne obligacje, które dostał od ojca, któremu przed wojną w ten sposób wypłacano alimenty.

Jednak Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił pozew, bo uznał, że obligacji II RP nie można zrewaloryzować, czyli ustalić aktualnej wartości. Tym samym pogrzebał szanse na uzyskanie przez ich posiadacza 217 tys. zł, jakie wcześniej zasądził mu Sąd Okręgowy w Warszawie.

Po ogłoszeniu wyroku mężczyzna kręcił z niedowierzaniem głową, ocierał łzy, stojąc bezradnie na korytarzu sądu z wielką sportową torbą, z którą wybrał się do stolicy.

28 grudnia zeszłego roku ten sam Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał inny prawomocny wyrok w sprawie obligacji II RP. Kompletnie odmienny, bo przyznał 191 tys. odszkodowania Tomaszowi Górniakowi, rewaloryzując dług II RP bez problemu według kursu złota NBP.

Co z tego mogą zrozumieć posiadacze przedwojennych obligacji? Idę o zakład, że nic. I to nie tylko z piątkowego wyroku sądu, ale również ze wszystkich działań rządu RP, parlamentu i Trybunału Konstytucyjnego w ostatnim dwudziestoleciu, dotyczących obligacji II RP, czyli długu zaciągniętego przez państwo u swoich obywateli.

Piątkowy wyrok jedynie pogłębił gigantyczne zamieszanie wokół obligacji niewykupionych po 1945 r. Kto dziś może odpowiedzieć na pytanie: można rewaloryzować wartość obligacji przedwojennych czy nie? Skoro w tym samym gmachu sądu w Warszawie, prawie w tym samym czasie panują dwie odmienne opinie? Sąd apelacyjny musiał sam mieć wątpliwości, bo wcześniej zapytał w sprawie rewaloryzacji Sąd Najwyższy. Ale ten nie udzielił odpowiedzi.

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z kwietnia 2007 r. posiadacze obligacji zobaczyli światełko w tunelu. Trybunał uznał za niezgodne z konstytucją przepisy kodeksu cywilnego blokujące określanie wartości przedwojennych długów, czyli właśnie ich rewaloryzację. Sejm miał rok na zmianę przepisów, ale do tej pory tego nie zrobił, o czym pisaliśmy wielokrotnie. Ustawa dawałaby szansę na spłatę obligacji w miarę możliwości budżetu. Teraz sądy mają wolną rękę w ustalaniu odszkodowania. Jak widać z przykładów - raz przyznają, a raz nie.

Sprawę obligacji II RP próbowała legislacyjnie ruszyć z miejsca grupa senatorów PO, ale - jak opisywaliśmy w "Gazecie" - resort finansów wytłumaczył im, żeby zostawili to "zgniłe jajo". Rodzi się pytanie: jak długo jeszcze w sprawie obligacji II RP będzie panowała legislacyjna zmowa milczenia, jak długo lekceważone będzie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego?

Przez lata rozmawiałem z wieloma posiadaczami przedwojennych obligacji. To często osoby starsze, schorowane, z którymi rozmowa szybko zamienia się w wysłuchiwanie przedwojennej historii o obligacjach, które miały zabezpieczyć przyszłość ich rodzin jako pewna lokata kapitału. Albo były kupowane z pobudek czysto patriotycznych, bo finansowały modernizację kraju czy też uzbrojenie polskiej armii u progu II wojny światowej. Pewnie, że część obligacji jest w rękach spekulantów, którzy kupowali je w cenie makulatury, licząc, że być może kiedyś państwo polskie zechce oddać choć część ich wartości. Jeśli mają papiery na okaziciela, to takie jest ich prawo. Na okaziciela jest na okaziciela. Koniec. Kropka. Okazujesz, dostajesz wypłatę.

Obecna sytuacja podważa wiarygodność emitowanego teraz długu państwa. Trzeba ten problem pilnie rozwiązać. Nie chodzi wcale o oddawanie całości z odsetkami, tylko spłatę w miarę możliwości budżetu, np. tak jak dzieje się w wypadku mienia zabużańskiego. Można oddać jak zabużanom 20 proc. wartości, można rozłożyć spłatę na wiele lat, można wydać za to obecne obligacje, a nie gotówkę. Wcześniej konieczne jest zrobienie rzetelnego spisu pozostałych jeszcze obligacji, aby ocenić, ile kosztowałaby taka operacja.

Po prostu długi trzeba spłacać, zanim zaciągnie się nowe. Przekonał się o tym nawet ZSRR. Ekspert od przedwojennych papierów wartościowych prof. Leszek Kałkowski z Akademii Ekonomicznej w Krakowie mówił mi, że gdy w latach 80. ZSRR chciał uzyskać w Wlk. Brytanii pożyczki, to usłyszał, że najpierw ma wykupić zalegające w brytyjskich bankach obligacje carskie, a potem dopiero może starać się o nowe kredyty. I ZSRR wykupił stare papiery, bo nie miał wyjścia. Tak samo postąpił polski rząd w latach 70. Bez wykupienia obligacji II RP posiadanych przez zagranicznych właścicieli nie dostałby nowych pożyczek.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów