To, że angielska gospodarka wyszła z recesji w ostatnim kwartale 2009 r. (prawdopodobnie wyszła, bo oficjalne dane będą opublikowane dopiero 26 stycznia), nie oznacza jeszcze końca problemów tego kraju. Ostatnie trzy miesiące, w których
PKB wybił się na plus, to dobra wiadomość, ale - jak twierdzą analitycy z Ernst & Young - żeby produkt krajowy brutto osiągnął poziom 1 proc., trzeba będzie się bardzo postarać.
"Konsumenci są kompletnie bez pieniędzy. Spodziewamy się, że wzrost wydatków w tym roku osiągnie zaledwie 0,4 proc." - podali analitycy w raporcie.
Kolejnym problemem są niebotyczne długi Wielkiej Brytanii. W grudniu kanclerz skarbu państwa Alistair Darling szacował, że w roku fiskalnym 2009/2010 (który kończy się w kwietniu) tamtejszy dług osiągnie rekordowy poziom 178 mld funtów. - Nie możemy już dłużej pożyczać. Teraz przyszedł czas na spłatę kredytów, które zaciągnęliśmy w ciągu ostatniej dekady - powiedział Peter Spencer, szef doradców finansowych w Ernst & Young.
Analitycy widzą ratunek w oszczędzaniu i
eksporcie. Według nich szczególnie handel z azjatyckimi tygrysami takimi jak
Chiny może pomóc w odrodzeniu tamtejszej gospodarki.
Plany rządu Wielkiej Brytanii co do realizacji
budżetu, może jednak pokrzyżować mniejszy
wzrost gospodarczy i spadek wpływu z podatków, przez co trzeba będzie jeszcze bardziej zwiększyć zadłużenie.