60 mln zł - tyle warta jest umowa, którą zawarła w ubiegłym tygodniu jedna z prywatnych poczt ze "znaną firmą telekomunikacyjną". Czyli z kim? - Nazwa kontrahenta nie zostanie ujawniona - ucina prywatna poczta.
Po co ta tajemnica? Prywatni operatorzy pocztowi - w kraju jest ich grubo ponad setka - nie chcą dostarczać przesyłek na terenie całego kraju, wolą skupić się na dużych miastach. By dotrzeć z przesyłkami wszędzie, ich klienci muszą więc współpracować cały czas z Pocztą Polską. Ale jeśli ujawnią, że korzystają z usług operatorów niezależnych, stracą na Poczcie Polskiej rabaty (maksymalnie 17 proc.).
Poczta
Polska broni się w ten sposób, bo traci klientów, na których powinna zarabiać najwięcej. Liczba tzw. usług umownych spada z roku na rok. - Z 1 mld 476 mln 700 tys. szt. w 2005 r. do 915,9 mln szt. w 2007 r. A za dziewięć miesięcy 2008 r. wykonanych zostało jedynie 398,8 mln szt. - pisze w raporcie z listopada ub.r. Najwyższa Izba Kontroli.
Najnowszych danych narodowy operator nie chce ujawniać. A prywatne poczty triumfują.
- Udało nam się przekonać do swoich usług sektor telekomunikacyjny - chwali się Rafał Brzoska, prezes zarządu InPost. - Będziemy w tym roku walczyć o banki, firmy energetyczne i ubezpieczeniowe. Myślę, że w ciągu kilku miesięcy uda się nam poinformować o pierwszych kontraktach. Niezwykle obiecującą branżą jest dla nas sektor publiczny, czyli samorządy, ministerstwa, sądy, ale także np. ZUS. Planujemy intensywny rozwój w sektorze przekazów publicznych. Dlaczego emerytury ma dostarczać tylko Poczta Polska, skoro my potrafimy zrobić to taniej? - pyta Brzoska.
Poczta ma prawny monopol na dostarczanie przesyłek poniżej 50 gramów. Konkurencja radzi sobie na razie, obciążając przesyłki blaszkami bądź woreczkami z piaskiem. Ale monopol Poczty skończy się w 2013 r. - Wtedy będzie rywalizować nie tylko z nami. Na nasz rynek wejdzie przynajmniej dwóch graczy zagranicznych. Prawdopodobnie poczta niemiecka, francuska albo austriacka - twierdzi Brzoska.
Konkurencji krajowej i ewentualnej zagranicznej nie interesuje jednak prowadzenie działalności na terenie całego kraju. W tym biznesie pieniądze zarabia się w dużych miastach. I na wielkich korporacjach wysyłających do klientów tysiące listów.
Firmy opuszczają Pocztę Polską nie dlatego, że jakość świadczonych przez nią usług jest zła (fatalne wpadki mają i prywatni operatorzy), ale dlatego, że jest zwyczajnie za droga. Wojciech Jabczyński, rzecznik Grupy TP, twierdzi, że prywatna konkurencja ma ceny nawet o kilkadziesiąt procent niższe od Poczty Polskiej. - Nasze oszczędności sięgają kilku milionów rocznie - mówi Jabczyński.
Ze względu na niższe koszty usług z prywatnymi operatorami związała się też Netia oraz od kilku miesięcy mBank. Jak twierdzi Agnieszka Cedzyńska z mBanku, za pośrednictwem prywatnego operatora jej bank wysyła ok. 40 proc. przesyłek do klientów.
Co na to PP? - Poczta Polska prowadzi z partnerami rozmowy, jednak ich treść stanowi tajemnicę handlową - przekonuje Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej.
Podbieranie klientów biznesowych to dla monopolisty dzwonek ostrzegawczy. Konkurencja wcześniej odebrała jej w podobny sposób rynek przesyłek kurierskich.
- Rynek kurierski wart jest 1,5 mld zł. Poczta ma 2-3 proc. udziałów, a kilka lat temu miała kilkadziesiąt procent. Kto do tego dopuścił? Od kilku lat osoby zarządzające Pocztą popełniają wielkie błędy. Pytamy, czy jest to skrajna głupota, czy celowe zaniedbania sprzyjające konkurencji Poczty - krytykuje Bogumił Nowicki, szef pocztowej "Solidarności".
Związek o nieprawidłowościach na Poczcie poinformował w specjalnym piśmie ABW i CBA. Kiedy? - Wysłaliśmy je 4 grudnia. Wiedząc, jak działa nasza poczta, myślę, że chyba w okolicach 6 grudnia zawiadomienie doszło - ironizuje Nowicki.
Poczcie odpływają dochodowi klienci, tymczasem spółka dramatycznie potrzebuje pieniędzy. Dwa lata temu zamknęła bilans stratą 220 mln zł. W ubiegłym roku miała stracić 185 mln zł (dokładne wyniki nie są jeszcze znane).
Z drugiej strony Poczta nie ma za specjalnie pomysłu, gdzie zarobić ekstra pieniądze. Operator postanowił powalczyć o rynek przesyłek internetowych. Dopiero jednak w marcu - uruchomi w pełni budowany kosztem 100 mln zł system informatyczny, który umożliwi klientom śledzenie przez internet przesyłek od nadawcy do adresata (strategię informatyzacji monopolista opracował już w 2004 r.).
Poczty w innych krajach nieźle zarabiają na usługach w rodzaju sprzedaży kuponów
lotto. Poczta też to robi. Sprzedaje je jednak w zaledwie 40 z 8 tys. placówek.
Na razie Poczta szuka pieniędzy w kieszeniach zwykłych klientów i niemal co roku podwyższa ceny usług.
Ponieważ nie może zamykać placówek pocztowych (zgodnie z prawem musi mieć co najmniej 8240 oddziałów), to je "zawiesza". Poczta deklaruje, że ma 8,5 tys. placówek. W rzeczywistości według NIK działa 7971. Reszta jest zawieszona - niejednokrotnie od kilku lat.
Aby oszczędzać jeszcze bardziej, poczty całodobowe przerabia na normalne. Zmniejsza też liczbę placówek czynnych w soboty: z 4272 na koniec 2006 r. do 3930 na koniec września 2008 r.