Choć zwykle lśniące i kolorowe, są jednymi z najgroźniejszych i najtrudniejszych w utylizacji odpadów. Baterie i akumulatory zawierają m.in. ołów (ma działanie rakotwórcze), kadm (uszkadza nerki), rtęć (upośledza działanie ośrodkowego układu nerwowego). Dlatego nie powinny lądować w koszu ze śmieciami
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Recykling telewizorów Sony w salonie na warszawskim Ursynowie
Dlatego powinny podlegać selektywnej zbiórce i recyklingowi. I dlatego przepisy powinny wymuszać ich unieszkodliwienie i zagospodarowanie. Jednak zdaniem Polskiej Grupy Recyklingu Proeko nowe, obowiązujące od początku tego roku przepisy niebezpiecznie liberalizują zasady postępowania z tego rodzaju odpadami.
- Konsekwencją będą sterty akumulatorów w lasach i na śmietnikach - twierdzi Marek Osik, wiceprezes PGR Proeko. Dlaczego? - Z dwóch powodów. O ile stara ustawa nakazywała, by ci, którzy wprowadzają na rynek np. akumulatory litowo-jonowe odpowiadali też za ich zbiórkę, tak nowa wprowadza tu dowolność. Teraz będzie można wprowadzać na rynek uciążliwe dla środowiska akumulatory, a zbierać z niego np. znacznie łatwiejsze i ta3ńsze w przetwórstwie zużyte baterie cynkowo-węglowe. To stwarza silną pokusę nielegalnego pozbywania się najbardziej kłopotliwych elektroodpadów - wyjaśnia Osik.
Drugi powód? Dotąd poziom recyklingu kształtował się na granicy 20 procent w przypadku zwykłych baterii konsumenckich oraz 40-60 procent dla akumulatorów - przypomina szef PGR Proeko. - Od tego roku, zgodnie z nowymi restrykcjami prawnymi, będzie to zaledwie 18 procent dla jednych i drugich. Nietrudno przewidzieć konsekwencje.
Ministerstwo Środowiska odpiera te zarzuty. Podkreśla, że w myśl nowych przepisów wszystkie zebrane zużyte baterie i akumulatory muszą być przekazane do przetwarzania. W dodatku "ustawa zakazuje przetwarzania zużytych baterii i akumulatorów poza przeznaczonymi do tego zakładami, a ten kto nie przestrzega tego zakazu podlega karze grzywny w wysokości do 100 tys. zł".
Już po roku dowiemy się, czy obawy recyklerów były zasadne.