Prywatne poczty odbierają państwowej klientów biznesowych. Już przechwyciły sporą część faktur wysyłanych przez sieci komórkowe. W tym roku prywatni operatorzy ostrzą zęby na wyciągi bankowe i rachunki za prąd.
Tymczasem prywatne poczty planują wielki skok na ostatni pocztowy bastion - doręczanie przesyłek z urzędów, sądów czy ZUS. - Planujemy intensywny rozwój w sektorze przekazów publicznych. Dlaczego emerytury ma dostarczać tylko Poczta
Polska, skoro my możemy robić to taniej? - pytał wczoraj w "Gazecie" Rafał Brzoska, prezes zarządu InPost, jednego z największych prywatnych operatorów.
Prywatne poczty kusi np. kwota 120 mln zł rocznie, jaką Zakład Ubezpieczeń Społecznych co roku wydaje na usługi pocztowe.
Jednak prywatnej konkurencji nie będzie łatwo przechwycić przesyłki urzędów publicznych. Monopolu Poczty Polskiej bronią politycy. - Ta instytucja zatrudnia 100 tys. osób. Mniejsze
zamówienia ze strony administracji oznaczają masowe zwolnienia widoczne w ogólnokrajowych statystykach
bezrobocia - tłumaczy nam przedstawiciel dużego urzędu publicznego.
Ponadto na przeszkodzie w zdobyciu podobnych zleceń stoi... prawo.
- Poczta ma monopol na doręczanie przesyłek do 50 gramów do 2013 roku - tłumaczy Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy ZUS (w ubiegłym tygodniu w czwartek ZUS podpisał z Pocztą Polską umowę na doręczanie emerytur i rent do końca 2013 roku). ZUS nie chce korzystać z żadnych blaszek, woreczków itp. To jednak niejedyna przeszkoda. Zakład domaga się, aby operator, z którym współpracuje, świadczył usługi na terenie całego kraju. Dla prywatnych poczt, które specjalizują się w obsłudze dużych miast, jest to bardzo niewygodny warunek.
Aby obsługiwać administrację publiczną, prywatni operatorzy muszą też jakoś rozwiązać problem stempla. Stempel Poczty Polskiej ma wagę urzędową - od daty jego przystawienia biegną różnego rodzaju administracyjne terminy. Z kolei sądy nie mogą korzystać z prywatnej konkurencji ze względu na tzw. zwrotki, czyli przyklejone na kopercie potwierdzenia odbioru. Zgodnie z prawem zwrotka wędruje do adresata wraz z wezwaniem na rozprawę. Poczta doręcza ją z powrotem do sądu na dowód, że uczestnik procesu został prawidłowo powiadomiony o terminie rozprawy. Oprócz Poczty Polskiej nikt inny zwrotek doręczać nie może.
Zdaniem Karola Krzywickiego, dyrektora departamentu pocztowego UKE, klientów można zatrzymać w prosty sposób - oferując lepszą niż do tej pory jakość i niższe ceny. Jego zdaniem poczta wciąż ma wiele atutów - choćby szeroko rozwiniętą sieć placówek - których brak konkurencji. - Pytanie tylko, czy Poczta to wykorzysta - mówi Krzywicki.