Wczoraj na giełdzie w Tokio za akcje Japan Airlines płacono tylko 5 jenów (15 groszy). To oznacza, że rynkowa wycena firmy sięgała ledwie 150 mln dol., czyli tyle, ile kosztuj jeden duży samolot pasażerski. A przecież to jedna z największych linii lotniczych w Azji, obsługująca około 50 mln osób rocznie.
Złożenie wniosku o bankructwo nie oznacza, że przewoźnik zostanie uziemiony. Ma przejść gruntowną restrukturyzację i odchudzanie. Pracę straci 15,6 tys. osób, czyli jedna trzecia pracowników. Firma ma się także pozbyć najmniej efektywnych samolotów. Od specjalnego rządowego funduszu dostanie 10 mld dol., dodatkowo wierzyciele umorzą jej 8 mld dol. długów. Akcje firmy mają być też wycofane z tokijskiej giełdy.
- To nie koniec Japan Airlines - zapewnia Seiji Maehara, japoński minister transportu. - Dziś rozpoczyna się proces reanimacji firmy - dodał. Nowym prezesem ma zostać znany ze skutecznego zarządzania wizjoner Kazuo Inamori, niemal 78-letni milioner, współzałożyciel koncernu elektronicznego Kyocera i drugiego co do wielkości japońskiego operatora komórkowego KDDI Corp. Jak sam zapowiedział kilka dni temu, zamierza pracować trzy-cztery dni w tygodniu i nie będzie za to pobierał
wynagrodzenia. Co ciekawe, Inamori jest buddyjskim mnichem o imieniu Dai-wa, czyli "wielka harmonia".
Czy podupały Japan Airlines zdoła rozwinąć skrzydła?
- To nasza ostatnia szansa. Wierzę, że możemy się odrodzić jako linia lotnicza, która ponownie będzie reprezentowała Japonię - powiedział odchodzący prezes Haruka Nishimatsu. Ale Kazuo Inamori nie kryje, że na lotnictwie się nie zna. - Jestem kompletnym amatorem, jeśli chodzi o branżę transportową. Ale zrobię wszystko, co w mojej mocy - powiedział.
Japan Airlines ma kłopoty nie od dziś. Założona w 1951 r. firma już kilka razy była pod państwową kroplówką, m.in. po atakach z 11 września 2001 r., gdy branża lotnicza przeżywała kryzys, czy w kolejnych latach, gdy szalała epidemia SARS (Zespół Ostrej Niewydolności Oddechowej). Zadłużenie firmy rosło i obecnie sięgnęło już 25,6 mld dol. Od marca do października 2009 r. (pierwsza połowa roku rozliczeniowego w firmie) przewoźnik miał około 1,4 mld dol. straty.
Teraz zaczyna się walka innych przewoźników lotniczych o udziały w Japan Airlines i łakomy kąsek, jakim są lukratywne loty do Azji.