Sąd ogłosił upadłość błyskawicznie, po jednym, godzinnym posiedzeniu. Sędzia Iwona Róziewicz nie miała wątpliwości, że właściciel Zakładów Odzieżowych Collar Textil jest niewypłacalny. Miała przed sobą dwa wnioski - burmistrz Opatowa Krystyny Kielisz, której Collar nie płacił podatków i pracowników, którym firma od pół roku zalegała z pensjami, ZUS-em i innymi pochodnymi.
Przysłuchujący się rozprawie pracownicy cieszyli się z takiego postanowienia, bo dawno już stracili nadzieję na poprawę. Chcieli odzyskać przynajmniej część zaległych zarobków, a bez upadłości było to niemożliwe. Około 150 pracowników Collaru - w najlepszych czasach firma zatrudniała 400 osób i była największym pracodawcą prywatnym w Opatowie - rozpoczęło w połowie grudnia okupację firmy. Obawiali się, że likwidator Jerzy R. (ma postawione zarzuty działania na szkodę spółki) wywiezie i sprzeda za bezcen majątek. Na zmiany nocowali w zakładzie nawet w Święta. Dwoje z nich przeprowadziło nawet kilkudniowy strajk głodowy.
Pracownikom należy się również zwrot zaległych zarobków z wcześniejszego okresu, ale tylko gdy wystarczy na nie pieniędzy, jakie uzyska
syndyk ze sprzedaży majątku. Już wiadomo, że dla wyrównania wszystkich zaległości pieniędzy może nie wystarczyć. Według Jerzego R., Collar Textil jest winny wierzycielom 1,7 mln zł. Tymczasem wartość
nieruchomości szacuje on na 400 tys. zł.