Miesiąc temu zobaczyliśmy przełomowe wyniki produkcji w przemyśle. Po długich miesiącach na minusie, w listopadzie urosła ona niespodziewanie aż o 9,9 proc. Według danych Eurostatu listopad przyniósł nam najlepszy wynik w całej UE.
To rozbudziło apetyty ekonomistów - średnia oczekiwań rynkowych wynosiła aż 12 proc. Optymizm budowali w oparciu o dobre dane firmy Samar o produkcji samochodów i utrzymanie wskaźnika PMI (nastroje menedżerów logistyki) na listopadowym poziomie. Sprzyjała też niska baza odniesienia (wyniki porównujemy z grudniem 2008 r., kiedy produkcja już mocno spadała) i jeden dzień roboczy więcej niż rok temu.
- Silny trend wzrostowy będzie kontynuowany w najbliższych tygodniach. Sektor przemysłowy nie był w stanie odbudować zapasów, a nowe zamówienia wciąż rosną - przekonywali analitycy ING Banku Śląskiego.
Wyniki podane wczoraj przez GUS to tylko dwie trzecie tego, czego oczekiwali. Pociechą niech będzie to, że po oczyszczeniu danych z wpływu czynników sezonowych (m.in. różnicy w liczbie dni roboczych) wzrost wyniósł 6,2 proc. - w listopadzie było 6,8 proc.
Skąd ta negatywna niespodzianka? Analitycy Banku Zachodniego WBK podejrzewają, że kalendarz sprzyjał braniu urlopów między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem. Wiele osób mogło z tego skorzystać, tym bardziej że wykorzystanie mocy wytwórczych w firmach wciąż jest stosunkowo niewielkie. W efekcie, mimo formalnie jednego dnia roboczego więcej, pracowaliśmy mniej. - Do tego mogła zawinić pogoda, która sprawiła, że produkcja budowlana nie rosła dynamicznie - uważają ekonomiści
BRE Banku. Sprzedaż usług firm budowlanych wzrosła w grudniu o 3,1 proc.
Ekonomiści teraz zastanawiają się, jaki mieliśmy wzrost gospodarczy w ostatnim kwartale 2009 roku. Do tej pory kwitł optymizm, część ekonomistów spodziewała się nawet 3,5-proc. wzrostu
PKB. W czwartek przed południem anonimowe źródło rządowe podało agencji Reuters, że było to około 3 proc.
W czwartek NBP podał, że
inflacja bazowa netto spadła w grudniu do 2,6 proc. z 2,8 proc. w listopadzie. Inflację tę liczy się z pominięciem cen żywności i paliw, w ten sposób lepiej widać wpływ popytu na ceny.
To wszystko pokazuje, że nowa Rada Polityki Pieniężnej będzie miała kilka miesięcy na zabranie się do ewentualnych podwyżek stóp procentowych. Ustępująca Rada na swoim ostatnim posiedzeniu w pełnym składzie uznała, że presja inflacyjna jest niska, a ożywienie jeszcze kruche, więc "
stopy procentowe NBP powinny pozostać w najbliższym okresie na niezmienionym poziomie". - Zbyt silne i zbyt wczesne zacieśnienie polityki pieniężnej w warunkach nadpłynności na światowych rynkach finansowych mogłoby jednak skutkować nadmierną
aprecjacją kursu złotego - czytamy w opisie dyskusji na grudniowym posiedzeniu, który opublikował bank centralny.