Według najnowszych prognoz Banku Światowego światowa gospodarka po 2,2-proc. recesji w 2009 r. w tym roku urośnie o 2,7 proc., a w przyszłym - o kolejne 3,2 proc. To jednak nie oznacza wcale, że wszelkie kłopoty mamy już za sobą.
- Jednym z głównych wyzwań dla świata jest teraz wycofanie się z programów wspierających gospodarki bez zabicia ożywienia gospodarczego - zwraca uwagę Andrew Burns, główny autor "Global Economic Prospects 2010".
Główny ekonomista Banku Światowego Justin Yifu Lin mówi wprost, że recesja pozostawiła światową gospodarkę poważnie zranioną. - Nawet jeśli powoli wraca dochodowość firm, które były w sercu kryzysu, to i tak
produkcja przemysłowa i handel muszą dopiero osiągnąć poziom sprzed kryzysu, a
bezrobocie sięgnęło w wielu krajach dwucyfrowych poziomów i nadal rośnie - zauważa Lin.
Według Banku Światowego inwestycje na świecie w 2009 r. spadły o 10 proc., a w tym urosną o 4,9 proc. Światowy handel z kolei, który stracił 14,4 proc. swojej wartości w zeszłym roku, w tym zyska ledwie 4,3 proc. Bezrobocie w Unii Europejskiej wzrosło przez ostatni rok o 5 mln osób, w
USA - niemal o 4 mln osób.
Jednak skutki kryzysu, który wybuchł w rozwiniętych krajach wskutek bańki spekulacyjnej na rynku finansowym, biedniejsze kraje będą odczuwały jeszcze przez kolejne lata. Bank Światowy szacuje, że z powodu kryzysu w 2010 r. dodatkowo 64 mln ludzi na świecie będzie żyło w ekstremalnej biedzie (za mniej niż 1,25 dol. na dzień). Do tego aż 30-50 tys. dzieci z powodu kryzysu mogło umrzeć z niedożywienia.
Kraje rozwijające się mogą mieć większe kłopoty z finansowaniem swojego zadłużenia. Kłopoty będą miały też przedsiębiorstwa. - Firmy w krajach rozwijających będą musiały stawić czoło wyższym kosztom zadłużania, słabszej akcji kredytowej i mniejszym międzynarodowym przepływom finansowym - uważa Andrew Burns. W rezultacie w ciągu kolejnych pięciu-siedmiu lat
wzrost gospodarczy w krajach rozwijających się może być rocznie o 0,2-0,7 pkt proc. niższy, niż byłby, gdyby kryzysu nie było.
W zeszłym roku skurczył się też ważny dla krajów wschodzących i dla zasobności portfeli ich mieszkańców strumień przekazów pieniężnych od migrantów. Według "Global Economic Prospects" w 2008 r. było to aż 338 mld dol. w skali całego świata. W zeszłym roku według szacunków Banku Światowego już o 6,1 proc. mniej. "Słabość amerykańskiego rynku pracy spowodowała wyraźny spadek przekazów do Ameryki Łacińskiej - o 16 proc. na Jamajkę i 13 proc. do Meksyku" - czytamy w raporcie. W przypadku rozwijających się krajów Europy i Azji Centralnej spadek sięgnął około 15 proc.
Według danych Narodowego Banku Polskiego w ciągu pierwszych trzech kwartałów zeszłego roku przekazy zarobków z zagranicy do Polski spadły niemal o 15 proc. - do niecałych 2,1 mld euro z ponad 2,4 mld euro rok wcześniej.
Bank Światowy szacuje, że nasza gospodarka urośnie o 2,2 proc. w tym roku i o 3,4 proc. w przyszłym.
Dla najbiedniejszych pocieszeniem może być to, że ten sam kryzys zatrzymał wzrost cen żywności i paliw, który jeszcze w 2008 r. był niezwykle palącym problemem. W rezultacie przeciętna
inflacja w krajach o niskich dochodach spadła z ponad 15 proc. w połowie 2008 r. do 1,2 proc. w październiku 2009 r.
Problem polega na tym, że według Banku Światowego w wielu biedniejszych krajach ceny żywności spadają wolniej niż inflacja. Więc duża część ze 130 mln osób, które w biedę wpędził wzrost cen żywności z 2008 r., może mieć w przyszłości kłopoty z wyjściem ze skrajnej nędzy - piszą analitycy Banku Światowego w raporcie "Global Economic Prospects".