Przeczytaj jak
opisaliśmy w "Gazecie" , jak - według rządowych zamierzeń - ma pod koniec 2013 r. wyglądać system ochrony zdrowia w Polsce.
Wizja jest piękna: pacjent przychodzi do lekarza, wyciąga dowód osobisty z podpisem elektronicznym (będą wydawane od 1 stycznia 2011 r.), lekarz na tej podstawie otwiera w komputerze e-kartę pacjenta, tam umieszcza diagnozę i e-receptę, a aptekarz - też elektronicznie - odczytuje, o jakie lekarstwa chodzi. Taka kontrola - na każdym kroku - uszczelni system, z którego rocznie wyciekają miliardy złotych. Zniknie też choćby problem z nieczytelnymi receptami. Szanse powodzenia dają unijne pieniądze - 85 proc. z potrzebnych 800 mln zł.
Konstanty Radziwiłł, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, trzyma kciuki za powodzenie projektu.
- Wykorzystanie nowych, czipowych dowodów osobistych jako aktualnego dowodu ubezpieczenia zdrowotnego to dobry pomysł - przekonuje. Podoba mu się też pomysł e-recepty. - To nie tylko sposób na uniknięcie milionów papierowych, nie zawsze czytelnych druków, ale także szansa na dodatkowe narzędzia ułatwiające ordynowanie leków, a zatem także poprawiające bezpieczeństwo pacjentów - mówi "Gazecie" Radziwiłł.
Przekonuje jednak, że otwartą kwestią pozostaje, co i w jaki sposób powinno znaleźć się w elektronicznej karcie zdrowia pacjenta. - Najważniejszą sprawą są tu problemy ochrony danych i sposobów dostępu do nich.
Wątpliwości ma też Robert Mołdach, ekspert Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Zwraca uwagę, że cztery lata na przygotowanie wszystkiego to dramatycznie mało czasu.
Propozycje rządu rodzą też inne znaki zapytania.
- Nie wiemy, jak te 800 mln zł będzie rozdysponowane. Ta suma wystarczy jedynie na zbudowanie systemu centralnego. Co najmniej drugie tyle będą musiały wydać szpitale na dostosowanie swoich systemów. A co z prywatnym gabinetami lekarskimi czy aptekami? - pyta Mołdach.
Odpowiedzialny za wdrażanie e-administracji Witold Drożdż, wiceminister w MSWiA, przyznaje, że czasu jest mało, a projekt jest trudny i wymaga szczególnej troski. - Ważne, że obecne kierownictwo resortu zdrowia podjęło takie wyzwanie, wykonało prace przygotowawcze, uzyskało dofinansowanie unijne i obecnie realizuje projekt - przekonuje Drożdż. Jego zdaniem fakt, że minister zdrowia nadal prowadzi konsultacje, to dobry znak właśnie ze względu na znaczenie projektu dla systemu ochrony zdrowia oraz na liczbę osób i instytucji zainteresowanych projektem.
Drożdż przekonuje, że dokładnie wiadomo, jak będą rozdysponowane pieniądze potrzebne na realizację projektu, np. na budowę systemu z założenia przeznaczona jest kwota 712 mln zł.
- Równocześnie realizowane są, choćby przez marszałków województw, programy regionalne, które pozwalają na dofinansowanie szeregu projektów lokalnych - zaznacza.
Niektóre elementy potrzebne do sprawnego funkcjonowania systemu e-zdrowia powstaną też przy okazji wdrażania innych projektów, jak choćby dowodu osobistego z podpisem elektronicznym, który zastąpi legitymacje ubezpieczeniowe. Wczoraj MSWiA podpisało z firmą informatyczną Sygnity umowę na realizację jednego z elementów tego systemu na kwotę 31,8 mln zł.
Drożdż zgadza się za to, że bezpieczeństwo danych jest jedną z kluczowych kwestii w tym projekcie.
- Istotna część środków w tym projekcie jest przeznaczona właśnie na zabezpieczenia zgodne z najlepszymi praktykami w europejskiej ochronie zdrowia. Dostęp do danych będą mieć wyłącznie uprawnione do tego osoby i instytucje - przekonuje i dodaje, że technologii nie można się bać. - W biznesie systemy teleinformatyczne już od lat są wykorzystywane m.in. do zwiększania efektywności działania firm. Dlaczego w administracji ma być inaczej?