Zysk
Google'a w czwartym kwartale także okazał się wyższy, niż oczekiwano, i wyniósł 1,97 mld dol. wobec 382 mln dol. rok wcześniej. Zysk na akcję wyniósł 6,13 dol.
Przychody netto po korekcie wzrosły o 13 proc., do 4,95 mld dol., czyli prawie o tyle samo, ile oczekiwał rynek. Średnia prognoz wynosiła 4,92 mld dol.
Wzrost przychodów nie był jednak na tyle silny, żeby zaskoczyć Wall Street, i akcje internetowego giganta spadały nawet o 5 proc. Inwestorzy mieli bowiem nadzieję, że wyniki będą lepsze od oczekiwań analityków - pod koniec roku przedsiębiorcy chętniej bowiem wydają pieniądze na reklamę w internecie, aby przyciągnąć do siebie klientów w czasie świątecznej gorączki zakupów.
Google podał, że zatrudnia 19 835 osób i liczba ta będzie się zwiększać. Szeregi firmy wzmocni przede wszystkim, napływ nowych inżynierów i
sprzedawców. Firma zapowiedziała także dalsze inwestycje w innowacyjne technologie, szczególnie w wyszukiwarkę. Jonathan Rosenberg, starszy wiceprezes ds. zarządzania produktami i marketingu zapowiedział, że wyszukiwanie w Google będzie "coraz bardziej społecznościowe" i zasugerował, że wyniki wyszukiwania mogą już niedługo być uzależnione m.in. od miejsca, w którym użytkownik właśnie się znajduje.
Według szefów Google'a wydatki na internetową reklamę w tym roku wzrosną. - Już w czwartym kwartale zauważyliśmy niewielki wzrost - powiedział Nikesh Arora, szef sprzedaży.
Nikt niestety nie chciał podać szczegółów, dotyczących zarobków serwisu YouTube za który Google w 2006 roku zapłacił 1,7 mld. dol. Rosenberg zbył dziennikarzy informacją, że "monetyzacja serwisu przebiega bardzo dobrze".
Nikt z kierownictwa nie chciał też wchodzić z dziennikarzami w dyskusję na temat konfliktu między Google a Chinami. Lubimy Chińczyków i naszych pracowników z Chin. Bardzo chcielibyśmy tam pozostać - powiedział szef Google Eric Schmidt.