- W Hiszpanii najbardziej potaniały te
nieruchomości, które banki przejęły od firm deweloperskich za długi - uważa cytowany przez "Dziennik Gazetę Prawną" Grzegorz Gurbala z firmy Greg-Consulting. Teraz sprzedają je po cenach nawet o 60 proc. niższych niż przed kryzysem. Niestety w krajach, które ze względu na geograficzną bliskość są dla Polaków znacznie bardziej wygodne, takich przecen nie było. W Chorwacji w ubiegłym roku nieruchomości zdrożały o blisko 10 proc. i teraz kosztują od 1,6 do 2,2 tys. euro, czyli nawet dwukrotnie więcej niż na hiszpańskiej Costa Blanca.
Tańsze
domy można znaleźć w Bułgarii, gdzie za apartament trzeba zapłacić ok. 20-30 tys. euro. Ale najtaniej jest w Egipcie - wystarczy mieć 100 tys. zł, by kupić spore mieszkanie położone nad samym morzem. Tam jednak do transakcji dochodzi rzadko ze względu na bezpieczeństwo. - Trzeba mieć świadomość, że w Egipcie na wycieczki trzeba jeździć pod policyjną eskortą. To skutecznie odstrasza chętnych do kupienia tam nieruchomości - mówi Gurbala.
Eksperci odradzają też inwestycje w Dubaju - tam ceny nieruchomości spadają i raczej jeszcze daleko do dna kryzysu. Nie pomogło nawet niedawne oddanie do użytku najwyższego biurowca świata.
Ale osoby, które kupują w celach inwestycyjnych w Europie, raczej nie powinny nastawiać się na szybkie zyski. Nawet w Hiszpanii ceny nie wrócą szybko do poziomu sprzed kryzysu. Przez ten czas można mieszkanie wynajmować. - Stawki za wynajem w Bułgarii na Słonecznym Brzegu to średnio 350 euro za tydzień. Przy obłożeniu na poziomie 70 proc. można zarobić średnio ok. 5 tys. euro - mówi Krzysztof Florek z portalu Wakacyjny Wynajem.pl.