Z opublikowanych w piątek danych Narodowego Biura Statystycznego Wielkiej Brytanii wynika, że
sprzedaż detaliczna na Wyspach wzrosła w grudniu, licząc rok do roku, o 2,1 proc.
Choć Brytyjczycy kupili przed świętami więcej towarów niż przed rokiem, ekonomiści wskazują, że nie ma się z czego cieszyć - analitycy spodziewali się rocznego przyrostu o 3 proc. Wynik na poziomie 2,1 proc. oznacza, że roczne tempo przyrostu grudniowej konsumpcji jest najniższe od 11 lat.
- Grudniowe wyniki sprzedaży są rozczarowujące. A przecież stoi przed nami jeszcze wiele problemów: dziura budżetowa, ponowny spadek cen
nieruchomości,
bezrobocie i niemożność spłaty kredytu. To pokazuje, że konsumenci nie mogą liczyć na szybki
wzrost gospodarczy - mówi agencji Reuters Vicky Redwood z firmy Capital Economics.
Co ciekawe, z danych biura statystycznego wynika, że sprzedaż w centrach handlowych w grudnia spadła o 1 proc. Mieszkańcy Wysp woleli zamawiać towary przez internet - wzrost o 2,8 proc. Za to sprzedawcy tacy jak Tesco czy sieć supermarketów Sainsbury's osiągnęli lepsze wyniki od spodziewanych.
Według sprzedawców rok 2010 będzie szczególnie trudny -
pensje będą zamrożone, a wzrost podatków spowoduje, że obywatele mniej pieniędzy przeznaczą na zakupy.