Claudio Cappon, członek komitetu wykonawczego Europejskiej Unii Nadawców (EBU) zrzeszającej głównie media publiczne uważa, że publiczne stacje w Europie znalazły się w kluczowym momencie. - Jako wiceprzewodniczący EBU widzę, że to stwarza bardzo niebezpieczny trend, a w niektórych miejscach np. na Węgrzech czy w Polsce może mieć dramatyczne skutki - powiedział Cappon podczas międzynarodowej konferencji "Media publiczne: przeszłość czy przyszłość?", która odbyła się w Sejmie w sobotę. Zorganizowało ją Stowarzyszenie Wolnego Słowa skupiające w kraju i za granicą dawnych działaczy opozycji niepodległościowej i podziemia solidarnościowego.
Zdaniem Cappona siła tych mediów wynika z zaufania, jakim darzą je odbiorcy, a przywrócenie tego zaufania jest jednym z ważniejszych zadań, jakie stoją dziś przed publicznymi rozgłośniami i stacjami telewizyjnymi. - Ochrona niezależności płynie ze wsparcia społeczeństwa i zaufania opinii publicznej do mediów. Dlatego myślę, że taką siłę ma BBC - nie tylko pieniądze, ale też fakt, że cały czas w wielkiej batalii opinia publiczna wspiera BBC, a wszyscy politycy i wszystkie rządy muszą się liczyć z opinią publiczną - przekonywał Claudio Cappon. EBU zapowiedziała, że w najbliższych miesiącach opublikuje "Białą Księgę" na temat sytuacji europejskich nadawców publicznych, która ma uświadomić te niebezpieczeństwa konsumentom i decydentom.
Mark Thompson, dyrektor programów medialnych z Open Society Institute zaprezentował wyniki badań nad mediami publicznymi w Europie. Ostatnie badanie z 2008 r. przeprowadzone w dziewięciu krajach wskazuje, że wiele mediów publicznych np. w Słowenii i na Węgrzech zmaga się z bardzo trudną sytuacją ekonomiczną, katastrofalną sytuację ze ściagalnością abonamentu zaobserwowano także w Polsce. Thompson wskazał też na "bardzo niebezpieczne zjawisko" w zarządzaniu radiem i telewizją. - Nad mediami była sprawowana wręcz polityczna kontrola - dodał.
Sławomir Jędrzejewski, medioznawca i były członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dodał, że w Polsce ukształtował się "przedziwny, zupełnie egzotyczny sojusz narodowo-socjalistyczny", który podzielił się poszczególnymi programami".
- Te nasze media są bardzo źle zorganizowane i bardzo źle zarządzane. I dopóki my się z tym nie uporamy, to żadne pieniądze ich nie uratują. O to się toczy w Polsce spór: czy wrzucać do tego worka bez dna, czy zmusić do bardzo poważnej restrukturyzacji i zastanowić się nad modelem: czy muszą być aż tak ogromne, czy po prostu dobre - zaznaczyła Iwona Śledzińska-Katarasińska, szefowa sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Filmoznawca Krzysztof Kłopotowski ocenił, że konferencja ma "przechył ideowy", a do debaty warto było zaprosić przedstawicieli partii opozycyjnych, czyli PiS i SLD, które są tutaj "oskarżane o zawłaszczanie mediów publicznych.
Mimo zagrożeń większość uczestników konferencji była jednak zdania, że na "pogrzeb" mediów publicznych jest za wcześnie. Choć internet w lawinowym tempie zdobywa uwagę odbiorców, media publiczne wciąż cieszą się zainteresowaniem, ich oglądalność i słuchalność w wielu krajach rośnie. - W Wielkiej Brytanii 70 proc. ludzi ma dostęp do szerokopasmowego internetu, ale prawie 100 proc. ma
radio lub telewizję. Oglądalność telewizji wzrasta - zaznaczył Chris Dawes, dyrektor ds. nadawców brytyjskiego Ministerstwa Kultury, Mediów i Sportu.