Biznes Ludzie Pieniądze

Bój o podwyżki

Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski
25.01.2010 , aktualizacja: 24.01.2010 22:39
A A A Drukuj
Czy firmy stać na płacenie więcej pracownikom? Tak. Czy wypłacanie podwyżek w obecnej sytuacji byłoby rozsądne? Nie.
Leszek Kostrzewski
Fot. Marcin Klaban / AG
Leszek Kostrzewski
Po 12 miesiącach runął pakt o nieagresji między pracodawcami a związkami. Pracę w ubiegłym roku straciło ponad 419 tys. osób - najwięcej od 2001 r. Mimo to związki zachowywały się powściągliwie - protesty były nieliczne. Teraz mówią: dość. Czas wyrzeczeń się skończył. Chcemy podwyżek.

Pracodawcy odpowiadają: to szaleństwo.

Cała sytuacja jest do bólu normalna. Związki upominają się o podwyżki? Po to są. Pracownicy chcą więcej zarabiać? Kto nie chce? A że pracodawcy nie chcą podwyżek dawać... Poprosimy o przykład pracodawcy, który chętnie całej załodze daje podwyżki.

Podstawowe pytanie brzmi: czy firmy teraz stać na płacenie więcej pracownikom?

Odpowiedź brzmi: tak. Według danych Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" (czyli samych pracodawców) w 2009 r. duże i średnie firmy osiągnęły drugi pod względem wysokości zysk netto 78-80 mld zł. Biorąc pod uwagę ostatnie dziesięciolecie, lepiej było tylko w 2007 r. - 88 mld zł.

Czy jednak wypłacanie podwyżek w obecnej sytuacji byłoby rozsądne? Odpowiedź brzmi: nie.

Firmy tłumaczą - i trudno odmówić im racji - że tak naprawdę nie wiemy, co czeka naszą gospodarkę w najbliższej przyszłości.

Zawsze mogą się tak tłumaczyć? Pewnie. Tyle że nie zawsze żyjemy w czasach, gdy potężny, istniejący 150 lat amerykański bank Lehman Brothers pada jak domek z kart, zapoczątkowując kryzys, który ogarnął cały świat.

Ktoś, kto by to ogłosił jeszcze dwa-trzy lata temu, zostałby uznany za niezrównoważonego umysłowo.

Czy kryzys się skończył? To zależy, na które prognozy się spojrzy. Projekt budżetu zakłada, że w tym roku polski PKB zwiększy się o 1,2 proc. Na ile to jest realne? Nie wiadomo. Ostatnich kilkanaście miesięcy uczy, aby wszelkie prognozy traktować z rezerwą. Te wygłaszane przez analityków przed kryzysem i w jego trakcie często niewarte były funta kłaków. Danske Bank na początku ubiegłego roku przewidywał w Polsce w 2009 roku recesję. Niektórzy ekonomiści kilkakrotnie w ciągu roku zmieniali prognozy wzrostu PKB.

Co ma być motorem wzrostu naszej gospodarki w tym roku? Eksport? Złoty się wzmacnia. Jaka będzie kondycja gospodarcza naszych partnerów handlowych? Nie wiadomo. W ubiegłym roku niemiecki PKB - a Niemcy to nasz największy partner handlowy - spadł o 5 proc.! Niektóre kraje UE, jak Hiszpania czy często stawiana nam za przykład Irlandia, są dziś w potężnych kłopotach finansowych. Niektóre, jak Grecja, wręcz ocierają się o bankructwo.

Konsumpcja wewnętrzna? Handel szykuje się na rok gorszy niż poprzedni. W końcu bezrobocie rośnie.

Jak w takich niepewnych warunkach decydować się na podwyżki? - pytają pracodawcy. Możemy dać premie. Resztę pieniędzy trzeba zainwestować albo schować na ciężkie czasy.

Sytuację mógłby uspokoić rząd. Co robi kapitan okrętu, gdy widzi, że zbliża się burza? Każe załodze założyć kamizelki i upewnia się, czy statek jest szczelny.

Nasz statek ciągle nabiera wody. W przyszłym roku Polska zaciągnie nowe kredyty na sumę 100 mld zł, dług państwa wzrośnie do 740 mld, czyli jakieś 20 tys. zł na głowę.

Kwota 740 mld zł brzmi abstrakcyjnie. Wyobraźmy sobie jednak rodzinę, która od 20 lat rok w rok pożycza pieniądze. A w niepewnej sytuacji gospodarczej jej członkowie, nie wiedząc, czy będą mieli pracę, zaciągają kolejne zobowiązania. Co byśmy powiedzieli o takiej rodzinie?A w takiej sytuacji jest nasz kraj.

Co należy zrobić, aby zreformować polską gospodarkę, wiadomo. Chodzi o wygaszanie przywilejów emerytalnych, zmianę systemu rent (dziś mogą być wyższe od emerytur), prywatyzację, lepsze adresowanie pomocy socjalnej (dziś ponad połowa pieniędzy nie trafia wcale do najbiedniejszych) itd. itp.

Wiele z tych elementów ma się znaleźć planie w "Rozwoju i konsolidacji finansów publicznych". Rząd ma go ogłosić do końca stycznia (pierwotnie miał być gotowy w listopadzie).

Problem w tym, że ów plan ma minimalne szanse na przyjęcie. Platforma tłumaczy, że do przeforsowania tak radykalnych rozwiązań potrzebne jest poparcie prezydenta. Czytaj: będziemy reformować kraj, jeśli prezydentem zostanie Donald Tusk.

Tyle że zaraz po wyborach prezydenckich są wybory parlamentarne. Czy PO zaryzykuje i narazi się wyborcom?

Jak w takich warunkach racjonalny pracodawca ma się zdecydować na podwyżki?

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    28 głosów