- Kategorycznie wykluczam, by
Grecja miała opuścić strefę euro - powiedział minister w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt". Wyraził jednocześnie przekonanie, że do uporania się z długami
Ateny nie będą potrzebowały pomocy innych państw. - Nie zwracaliśmy się do nikogo o wsparcie finansowe i nie oczekujemy również żadnej pomocy z zewnątrz - zaznaczył Papakonstantinu.
Ubiegłoroczny deficyt greckich finansów publicznych sięgnął 12,7 proc. produktu krajowego brutto. Jednak w ciągu najbliższych trzech lat Grecja ma przeprowadzić plan konsolidacji finansów, który doprowadzi do tego, że w 2012 r. jej
deficyt budżetowy będzie wynosił 2,8 proc.
PKB.
Zmniejszenie deficytu będzie możliwe głównie dzięki drastycznym cięciom wydatków. Obcięte zostaną m.in. wydatki na obronność i służbę zdrowia, zredukowane mają być też nadgodziny dla pracowników strefy budżetowej. Grecki rząd chce również zamrozić pensje urzędnikom i innym pracownikom budżetówki, których miesięczne pobory przekraczają poziom 2 tys. euro.
Zdaniem Papakonstantinu ogromne zadłużenie Grecji zacznie się zmniejszać od 2012 roku, a w 2013 osiągnie poziom 113,4 proc. PKB. Gospodarka Grecji ma być na plusie od 2011 roku, kiedy PKB ma wzrosnąć o 1,9 proc., a w 2012 wzrost wyniesie 2,5 proc. Analitycy są jednak sceptyczni. - Prognoza wzrostu wygląda zbyt optymistycznie. Naszym zdaniem jest duża szansa na to, że kryzys w tym roku jeszcze się zwiększy, w 2010
gospodarka Grecji skurczy się o 2 proc., a w 2011 roku będzie nadal na minusie - komentuje Ben May, ekonomista z Capital Economics. - Deficyt budżetowy też raczej nie będzie spadał tak szybko, jak chciałby tego rząd. Jeśli jednak Grecja będzie chciała go zmniejszyć za wszelką cenę, może to doprowadzić do bardzo głębokiej i poważnej recesji - dodaje.