W zeszłym tygodniu Kongres Przedsiębiorczości zrzeszający większość najważniejszych organizacji pracodawców zaapelował do premiera o szybką reformę finansów publicznych. Domagał się przede wszystkim dokończenia reformy emerytalnej (w tym podwyższenia wieku emerytalnego), reformy KRUS, wdrożenia dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych. Tyle tylko, że zdaniem Kongresu realizacja takiego programu może być zagrożona, jeśli poziom zadłużenia sektora publicznego w stosunku do
PKB przekroczy 50- i 55-proc. tzw. progi ostrożnościowe.
- Wymuszone w ten sposób cięcie wydatków spowoduje wielkie straty gospodarcze w postaci ograniczeń inwestycyjnych, bezwzględnego zamrożenia płac w sferze budżetowej, głębokiego niewykorzystania środków unijnych - ocenił Kongres. Jego zdaniem może to doprowadzić do załamania ożywienia gospodarczego, wzrostu
bezrobocia i pogłębienia się konfliktów społecznych.
Dlatego Kongres opowiedział się za złagodzeniem, zawieszeniem lub usunięciem progów ostrożnościowych albo konsekwencji ich przekroczenia. Przejściowo na okres trzech-czterech lat. - Utrzymanie obecnego stanu grozi Polsce wstrząsem gospodarczym na własne życzenie - przekonują przedsiębiorcy.
- Progi ostrożnościowe to główny czynnik, który zmusza polityków do reform. To jedyne, czego się boją - mówi jednak Ryszard Petru, główny ekonomista
BRE Banku. Jego zdaniem to dzięki progom za rządów Millera przeprowadzono cześć planu Hausnera. - Bo u nas zawsze reformy wymuszane są potrzebą chwili. Bez progów żadne reformy nie zostałyby przeprowadzone. Dopuściłbym jakieś ruchy dotyczące progów tylko w sytuacjach skrajnego kryzysu, np. wywołanego wojną. W innym wypadku na pewno nie - tłumaczy Ryszard Petru.
- Jestem przeciwny zawieszaniu, a tym bardziej usuwaniu progów. Nie dopracowaliśmy się lepszej formuły stabilizującej finanse publiczne - wtóruje mu Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku. Jego zdaniem zawieszenie czy likwidacja progów byłyby złym sygnałem dla inwestorów. - Zwiększenie długu wiązałoby się z obniżeniem ich zaufania do naszej gospodarki - mówi ekonomista. Tłumaczy, że
Polska jest jedynym chyba krajem na świecie, a na pewno w UE i OECD, który ma takie progi, biorąc pod uwagę zarówno ich poziom, jak i konsekwencje jego przekroczenia. - I bardzo dobrze. Ale progi to i tak za mało. Potrzebna jest dodatkowa kotwica powstrzymująca polityków przed nadmiernym wydawaniem pieniędzy z budżetu - mówi Jakub Borowski.
Nad taką właśnie kotwicą, zwaną regułą wydatkową, pracuje rząd. Ma być jednym z filarów jego planu reformy finansów publicznych. Pierwsza prezentacja planu - zapewne w piątek.
Tymczasem propozycja przejściowego zawieszenia zapisanych w ustawie o finansach publicznych tzw. progów ostrożnościowych nie podoba się Konfederacji Pracodawców Polskich. - Może stać się furtką do umożliwienia głębokiego zadłużenia się państwa - przestrzega. Co ciekawe, KPP jest jedną z organizacji tworzących... Kongres Przedsiębiorczości. - Stanowisko Kongresu zostało przyjęte w drodze głosowania przy trzech głosach poparcia, dwóch sprzeciwiających się i dwóch wstrzymujących się - tłumaczy KPP.