Szczerze mówiąc, orzeczenie prokuratury mnie nie zdziwiło. Amber Gold, podobnie jak inne firmy tego typu, wykorzystuje prosty kruczek prawny. Nie oferuje klientom lokat (to mogą czynić tylko banki), lecz jedynie tzw. kontrakty lokacyjne. To rodzaj umowy cywilnej, podobnej do prywatnej pożyczki. Dokładnie ten sam sposób na omijanie przepisów o licencji bankowej wykorzystuje reklamująca się w niemal wszystkich największych gazetach firma Finroyal.
Można powiedzieć: niech o losach tego typu firm zdecyduje wolny rynek. Nie mają licencji bankowej, więc nie mogą używać nazwy "bank". Ale prywatnych pożyczek nikt im pobierać nie zabroni. Skoro są ludzie chcący pożyczać swoje pieniądze firmie niemającej gwarancji
Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, to ich sprawa.
Mam jednak wątpliwości, czy w sprawie Amber Gold prokuratorzy nie poszli na łatwiznę. Owszem, firma oferuje kontrakty lokacyjne, a nie lokaty. Ale czy to oznacza, że nie prowadzi działalności polegającej na zbieraniu depozytów zarezerwowanej dla banków?
Czy prokuratorzy nie zauważyli, że w materiałach reklamowych (m.in. na swojej stronie internetowej) Amber Gold używa sformułowania "lokata"? Czy sprawdzili, w jaki sposób firma podchodzi do oferowanych przez siebie pożyczek? Czy aby te pożyczki nie są udzielane z pieniędzy uzyskanych z kontraktów lokacyjnych? Bez licencji bankowej firma może przecież udzielać pożyczek wyłącznie ze środków własnych.
I wreszcie: czy prokuratura przynajmniej próbowała dotrzeć do klientów firmy i przesłuchać choćby jedną z licznych osób, które skarżą się na forach internetowych, że mimo podpisanej umowy nie zobaczyły od wielu tygodni pieniędzy? Nam znalezienie w sieci takich osób zajęło raptem kilka godzin.
Więcej w
blogu Macieja Samcika
Produkty lokatopodobne, czyli ktoś mąci spokój prokuratorom