"Moi drodzy! Fakt, że tak wielu z Was zdecydowało się zabrać głos w sprawie ustawy wprowadzającej rejestr stron niedozwolonych, to znak, że trzeba się spotkać i porozmawiać na ten temat. Uważnie śledzę Wasze opinie, komentarze, pytania i wątpliwości. Zdecydowałem, że jeszcze raz przyjrzę się projektowanej ustawie. Intencją mojego rządu jest zapobieganie wykorzystywaniu internetu do rozpowszechniania pornografii dziecięcej, oszustw finansowych czy nielegalnych gier hazardowych, a nie ograniczanie wolności w sieci. Spróbujmy to razem pogodzić. W związku z tym zapraszam Was do debaty, która odbędzie się w przyszłym tygodniu" - napisał Tusk w liście opublikowanym na stronach rządu.
19 lutego rząd przyjął projekt ustawy wprowadzającej m.in. czarną listę domen, których internauci w Polsce nie będą mogli zobaczyć. Z żądaniem blokady mogą występować do specjalnego sądu
policja, wywiad skarbowy lub służby celne. A jeśli sąd uzna, że stronę zablokować trzeba, operatorzy mają sześć godzin, by zamknąć do niej dostęp swoim klientom. Blokowane mają być strony hazardowe (z wyjątkiem bukmacherów, o ile uzyskają licencje na działanie w Polsce), strony z pornografią dziecięcą oraz witryny wykorzystywane do oszustw, np. wyłudzania danych do kont bankowych. Zanim projekt trafi do Sejmu, musi go zaakceptować Komisja Europejska, podobny projekt duński utknął w biurkach brukselskich urzędników dwa miesiące temu i od tej pory nic się z nim nie dzieje.
Rzecznik unijnego komisarza ds. przedsiębiorczości mówił "Gazecie", że projekt może naruszać unijne standardy społeczeństwa informacyjnego. Wątpliwości miał też Urząd Komitetu Integracji Europejskiej. Pisał m.in., że takie drastyczne środki jak blokowanie stron unijne prawo przewiduje w przypadku "poważnych przestępstw", a nie wiadomo, czy nielegalny hazard się do nich zalicza, oraz że projekt wbrew unijnemu prawu zakłada, że internetowe firmy hazardowe będą podlegać prawu polskiemu. "Trudno będzie uzasadnić nadrzędnymi wymogami interesu publicznego konieczność wprowadzenia tego przepisu, który narusza traktatową swobodę świadczenia usług" - pisał UKIE. Uwagi spowodowały, że projekt został znacznie zmieniony - blokowanie stron ma się odbywać wyłącznie po wyroku sądu.