Gdy rok temu firmy nagle wstrzymały produkcję, a ta spadała o kilkanaście procent w skali roku, ekonomiści snuli coraz czarniejsze wizje dla naszej gospodarki. Wydawało się, że mieli ku temu powody, bo z gospodarki nie docierały niemal żadne pozytywne informacje.
Nasi najwięksi partnerzy handlowi wpadali w bardzo głęboką recesję. Nasz
eksport więc poważnie kulał. Perspektywy dla wzrostu konsumpcji były mizerne, bo pogarszała się sytuacja na rynku pracy. Analitycy na zachodzie wrzucali nas do jednego koszyka z innymi krajami regionu wskazując, że europejskie rynki wschodzące są ryzykowne do inwestowania. Nic dziwnego, że i kurs złotego leciał na łeb na szyję.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy prognozował nam wiosną zeszłego roku recesję w 2009 r. i spadek
PKB o 0,7 proc. Komisja Europejska przewidywała skurczenie się naszej gospodarki o 1,4 proc. Niektórzy ekonomiści rynkowi mówili o 2 proc. recesji.
Mniej więcej w połowie roku nastąpił jednak przełom. Już wtedy było wiadomo, że czarne wizje się nie spełnią. Wskaźniki zaczęły się poprawiać. Spadki produkcji przemysłowej były coraz mniejsze. Słaby
złoty pomógł naszym przedsiębiorcom w zwiększeniu konkurencyjności naszego eksportu. Bezrobocie chociaż rosło, to nie tak szybko, jak niektórzy sądzili (w grudniu wyniosło 11,9 proc., przewidywania z początku roku mówiły nawet o 13-14 proc.). Wreszcie dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazały, że polska gospodarka ani na chwilę nie przestała rosnąć - w I kw. o 0,8 proc., w II kw. o 1,1 proc., a w III o 1,7 proc. W całym roku urosła zaś w sumie o 1,7 proc. Przypomnijmy, że w 2008 roku
Polska gospodarka zanotowała wzrost gospodarczy na poziomie 5,0 proc.
W czasie kryzysu to wartość więcej niż przyzwoita. Wszystkie inne kraje Unii Europejskiej zanotowały bowiem w tym czasie spadek PKB średnio o około 4 proc. Niemiecka gospodarka skurczyła się o 5 proc., brytyjska o 4,8 proc. Fatalne kilkunastoprocentowe spadki PKB zanotowały kraje bałtyckie.
- Dane pokazują, że w IV kwartale tempo wzrostu wyniosło ok. 3 proc. Było to zasługą stabilnej dynamiki konsumpcji i lepszych nakładów inwestycyjnych. Dane o PKB są dobrym prognostykiem dla sytuacji budżetu i rynku obligacji - komentuje Rafał Benecki, starszy ekonomista w ING Banku Śląskim.
Zdaniem Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deutsche Banku w
Warszawie dane o PKB są nieco lepsze od oczekiwań. Jak uważa, nie powinny mieć one wpływu na decyzje Rady Polityki Pieniężnej.
- Widać, że popyt krajowy zaczyna się odbijać, popyt zagraniczny też pewnie będzie się odradzał dzięki poprawie sytuacji na świecie - uważa Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK. - Jego zdaniem wzrost gospodarczy w IV kwartale wyniósł ok. 3 proc. i tyle samo może on osiągnąć w I kwartale 2010 roku.