Przemawiający na Światowym Forum Ekonomicznym grecki premier nie sprecyzował, jakie polityczne powody ma na myśli. Odniósł się za to do dzisiejszego artykułu we francuskim "Le Monde", w którym napisano, że kraje
strefy euro rozważają udzielenie pomocy finansowej borykającej się z ogromnym zadłużeniem Grecji. - Nie prosiliśmy Unii Europejskiej o żadne pieniądze - powiedział Papandreou. Zdementował też wczorajsze informacje "Financial Times", jakoby
Chiny miały kupić greckie obligacje. - Żyjemy w nerwowych czasach, jest dużo spekulacji. Nawet plotki mogą stworzyć dużo problemów dla wielu rządów - stwierdził. Dodał jednak, że kryzys pokazał też siłę strefy euro, która w trudnych chwilach "jest jak rodzina" chroniąca swoich członków.
Premier Papandreou przekonywał też, że
Grecja jest zdeterminowana, aby do 2012 roku zredukować poziom swojego deficytu do dopuszczalnej przez UE granicy 3 proc.
PKB. Jako największe wyzwanie dla swojego rządu określił zaś odzyskanie zaufania dla Grecji na świecie. - Nasz największy deficyt to deficyt zaufania - stwierdził. - Każdy Grek zdaje sobie dzisiaj sprawę z tego, że mamy poważny problem i potrzebujemy poważnych zmian strukturalnych. Będą one bolesne, ale ludzie to rozumieją - powiedział premier Grecji.
Także w czwartek Jean-Claude Trichet, szef
Europejskiego Banku Centralnego, dementował spekulacje, że Grecja może zostać zmuszona do wyjścia ze strefy euro. - Strefa euro to silny klub, którego członkowie wspierają się wzajemnie - powiedział.