Firmą kieruje Ada Kostrz-Kostecka - jedyny członek trzyosobowego zarządu. - Mogę podejmować decyzje, które mieszczą się w bieżącym zarządzaniu spółką. Np. zwolnić dyscyplinarnie pracownika, gdyby np. pojawił się w
pracy pijany. Nie mogę jednak powoływać czy odwoływać dyrektorów. Nie mogę też tworzyć projektów i szybko przeznaczać na nie środki - tłumaczy Ada Kostrz-Kostecka. Z opinii prawników PAP wynika bowiem, że obecny zarząd jest "organem kadłubowym" i nie może podejmować uchwał czy kierować do rady nadzorczej wniosków o rozpatrzenie spraw. Dlatego Agencja nie ma
budżetu, a jedynie prowizorium.
W zeszłym roku rada nadzorcza dwukrotnie usiłowała uzupełnić skład zarządu i ogłaszała konkursy. Pierwszy został unieważniony w kwietniu, do drugiego wpłynęły cztery zgłoszenia, a jedno z nich wycofano na trzy dni przed ogłoszeniem wyników. Miał zostać rozstrzygnięty w grudniu, ale w radzie nadzorczej doszło do awantury i z członkostwa w niej zrezygnował Krzysztof Andracki. W niepełnym składzie rada nie może uzupełnić zarządu.
Dwa tygodnie temu Ministerstwo Skarbu postanowiło uzupełnić skład rady nadzorczej PAP i delegowało do niej trzech swoich urzędników. Zgodnie ze statutem rada nadzorcza PAP może liczyć od pięciu do siedmiu członków. Są jednak wątpliwości co do tego, czy jej skład można zmienić w trakcie trwania kadencji. - Nie rozumiem, po co teraz minister uzupełnił skład rady trzema osobami, podczas gdy wystarczyła jedna? Rozumiem, że w ten sposób chciał wysłać do spółki swoich ludzi i uzyskać na nią jakiś wpływ. Jednak musiał znać wcześniejsze wyroki sądów i wiedzieć, że te działania są skazane na porażkę - mówi osoba zbliżona do władz Agencji.
Jerzy Domański, członek rady nadzorczej PAP, już zaskarżył decyzję ministerstwa do sądu.
Adam Leszkiewicz, wiceminister skarbu nadzorujący PAP, podkreśla, że w pięcioosobowym składzie w minionym roku rada nadzorcza nie była w stanie - mimo dwóch konkursów - wybrać prezesa i uzupełnić zarządu. Dlatego resort postanowił uzupełnić skład trzema osobami, z których dwie są urzędnikami resortu skarbu, a jedna - finansów. Uznaliśmy, że będzie to korzystne dla spółki i zwiększy szansę m.in. na wyjście z sytuacji patowej- tłumaczy decyzję resortu Leszkiewicz. - Był wyrok sądowy, który dotyczył odwołania członka rady w trakcie kadencji. Ale jeśli chodzi o powiększenie składu rady w trakcie kadencji, oczywiście zgodnie ze statutem spółki, to mamy wewnętrzną opinię departamentu prawnego oraz zewnętrzną opinię kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak. Wynika z nich jednoznacznie, że jak najbardziej możemy to zrobić.
Wojna prawników przedłuży paraliż w PAP. A nastąpił on w najgorszym z możliwych momentów. Redakcje gazet, portali oraz stacji telewizyjnych i radiowych wypowiadają umowy i rezygnują z jej serwisów albo domagają się poważnych obniżek opłat. W listopadzie zeszłego roku TVN uruchomił własną agencję handlującą materiałami telewizyjnymi i wypożyczającą sprzęt. PAP na razie sprzedaje materiały
wideo wyłącznie w rozrywkowym serwisie Life, poświęconym show-biznesowi. I nie jest w stanie szybko zaoferować ich na szerszą skalę.
Wiceminister skarbu powiedział "Gazecie", że ma opinię prawną, z której wynika, że zakres obowiązków Ady Kostrz-Kosteckiej jest "dużo szerszy, niż jej się wydaje". Zgodnie ze statutem zarząd ma mieć od jednej do trzech osób. Ma jedną i może, bez podejmowania uchwał, zarządzać firmą i podejmować decyzje. Przecież jest rada nadzorcza, do której można skierować wnioski, funkcjonuje też walne zgromadzenie, które nie będzie zwlekać z decyzjami - mówi wiceminister skarbu.
Ada Kostrz-Kostecka przyznaje, że sytuacja PAP jest trudna, ale nie będzie tego widać w wynikach finansowych za ubiegły rok. - Zakończymy go zyskiem w wysokości kilku milionów złotych, na co będzie miała wpływ sprzedaż ośrodka wypoczynkowego w Zegrzu oraz rozwiązanie rezerw budżetowych utworzonych na poczet wykupu
nieruchomości drukarni, które sięgają 5 mln zł. Wynik PAP nie pokazuje tego, co się faktycznie dzieje - mówi jedyna członek zarządu PAP. Sprzedaż ośrodka w Zegrzu przyniosła spółce ok. 7 mln zł.