Ogłosił to w czwartek litewski minister rolnictwa Kazis Starkevicius. Litewscy rolnicy skarżą się bowiem na prywatny
import tańszych kartofli, mleka i innych produktów żywnościowych z Polski. Obywatele Litwy jeżdżą masowo do naszego kraju i kupują nasze towary, które są później sprzedawane na targowiskach. Litewski fiskus nic z tego nie ma - prywatny import nie podlega VAT, bo teoretycznie powinien służyć tylko własnym potrzebom. W Polsce artykuły żywnościowe podlegają 3- lub 7-proc. VAT, a na Litwie na wszystko jest jednolita stawka 21 proc.
Starkevicius zapowiedział, że zwróci się o pomoc w tej sprawie do nowego komisarza ds. podatków Litwina Algirdasa Szemety. Ale szanse, że coś wskóra, są niewielkie - 7-proc. VAT na przetworzoną żywność jest zgodny z unijnym prawem. Gorzej z ulgową, 3-proc. stawką na żywność nieprzetworzoną (mięso, jaja,
owoce i
warzywa),
Polska wynegocjowała ją, wchodząc do UE. Obowiązuje tylko do końca 2010 r., a Komisja Europejska wielokrotnie zapowiadała, że chce zlikwidować wszystkie okresy przejściowe.
Litewscy rolnicy od dawna domagają się obniżenia stawki VAT na żywność, ale rząd nie chce się zgodzić. Zamiast tego Starkevicius zapowiedział, że rząd rozważy wprowadzenie obowiązkowych kas fiskalnych na targowiskach. Wówczas
sprzedawcy polskiej żywności musieliby obowiązkowo doliczać litewski VAT.