Dziś "sektor podmiotów tworzących usługi i treści cyfrowe w PKB" według rządu tworzy 3,5 proc.
PKB. W 2012 r. ma to być 5 proc., a do 2015 r. - aż 7 proc. PKB.
Rząd liczy, że stanie się to m.in. dzięki wdrożeniu naziemnej telewizji cyfrowej czy uproszczeniu procesu przyznawania koncesji nadawcom. I dlatego chce rozdzielić kompetencje Urzędu Komunikacji Elektronicznej (UKE) i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT). Chce też zreformować prawo autorskie i wprowadzić zasadę neutralności technologicznej pozwalającą na płynny przepływ danych niezależnie od technologii i oprogramowania.
Stacje telewizyjne oraz
domy mediowe są ostrożne w ocenach. - Plan jest bardzo ambitny, ale nie wiemy, co mieści się w definicji "sektora mediów elektronicznych tworzących usługi i treści cyfrowe". Nie wiemy też, na jakich szacunkach oparł się rząd - mówi Karol Smoląg, rzecznik TVN. Wtóruje mu Jakub Benke, prezes grupy domów mediowych Starcom MediaVest.
- To jest do zrobienia - uważa Jacek Bochenek z firmy doradczej Deloitte, która niedawno opublikowała raport o rozwoju globalnego rynku mediów w 2010 r. I dodaje, że
Polska jest zapóźniona w stosunku do większości krajów UE pod względem rozwoju telewizji cyfrowej i wydatków reklamowych (w przeliczeniu na mieszkańca są cztery razy niższe niż w Hiszpanii i prawie 10 razy niższe niż w Wlk. Brytanii). - Uruchomienie naziemnej telewizji cyfrowej ożywi rynek reklamy. Szybciej będą rozwijać się producenci telewizyjni i filmowi, bo powstaną nowe pola eksploatacji. Pojawi się grupa firm zajmujących się archiwizacją i utrzymywaniem archiwów, kolejna kategoria firm będzie zajmowała się dystrybucją cyfrowych treści - mówi Bochenek.