Witold Orłowski: Przede wszystkim muszę pana powiadomić, że w transakcji zawartej przez Jobsa nie ma nic nadzwyczajnego. Jaki majątek miała wyspecjalizowana w animacjach komputerowych firma Pixar? Pewnie kilkanaście komputerów, które i tak co rok trzeba było wymieniać na nowe, może jakiś budynek.
Wszystko to można było bez żadnego kłopotu odkupić za ułamek kwoty, którą zapłacił Jobs. Ale przede wszystkim miała najlepszych na świecie fachowców, którzy po czterech miesiącach pracy stworzyli ówczesny cud techniki filmowej - komputerową animację szklanego rycerza, który wyskoczył z witraża w "Piramidzie strachu". To oni byli prawdziwym majątkiem firmy, ich nie można było ani zastąpić, ani odkupić. Jobs zapłacił po prawie ćwierć miliona dolarów za głowę, byle tylko ich mieć.
Steve Jobs miał niewątpliwie rację, gdy tak skandalicznie przepłacił za kupowanych wraz z firmą pracowników. W roku 1986 za 45 specjalistów dał wprawdzie aż 10 milionów dolarów, ale 20 lat później nowy nabywca (Walt Disney Company) - zapłacił za odkupienie firmy już ponad 7 miliardów dolarów! Bo w międzyczasie Pixar Animation Studio z jednej strony zmieniło się w prawdziwego cudotwórcę wypuszczającego na ekrany „Toy Story”, „Gdzie jest Nemo?” oraz „Iniemamocnych”. A z drugiej - stało się maszyną do zarabiania pieniędzy: zyski firmy w samym roku 2005 wyniosły 150 milionów dolarów.
Skoro więc z punktu widzenia właściciela firmy 45 specjalistów wartych było tyle, ile zysków byli w stanie mu przynieść, to gdyby Jobs zapłacił kilka razy więcej, też by się opłaciło.
Czy da się więc wyliczyć, ile warto zapłacić za pracownika?
Tak, choć rachunek nie jest prosty, a całe wyliczenie ryzykowne. Właściciel przede wszystkim musi sobie założyć, jaki dodatkowy dochód będzie przynosiła firmie praca tego pracownika, np. w perspektywie pięciu lat (w ekonomii taki dodatkowy dochód nazywa się wartością dodaną). Następnie musi zastanowić się, jakie wynagrodzenie jest skłonny mu zaproponować.
Różnica stanowi czysty dochód firmy, czyli jej przewidywany zysk. Jeśli zdaniem właściciela zysk będzie odpowiednio duży, pracownika warto zatrudnić. A jeśli zysk będzie ogromny, warto nawet zapłacić poprzedniemu pracodawcy "odstępne". I to właśnie zrobił komputerowy wizjoner Steve Jobs.
Można oczywiście zadać pytanie: skoro oczekiwany przez Jobsa zysk był tak wielki, dlaczego poprzedni właściciel Pixara (też wizjoner George Lucas) zgodził się odsprzedać pracowników tak tanio, za liche ćwierć miliona dolarów za głowę? Odpowiedź jest prosta: Jobs okazał się w tym momencie lepszym wizjonerem niż Lucas, lepiej przewidział, jak wielkie możliwości rozwoju daje animacja komputerowa i jak ogromne dochody może przynosić.
Sprawa jest więc niby jasna, ale proszę zauważyć, że prowadzi do zjawisk kontrowersyjnych. Im bardziej niepowtarzalne umiejętności ma pracownik, im bardziej jest niezastąpiony - tym bardziej firmy skłonne są prowadzić taką właśnie indywidualną ocenę kosztów i korzyści związanych z jego zatrudnieniem.
Robotnikowi budowlanemu zapłaci się tylko taką stawkę, jaka w danym momencie obowiązuje na rynku. Ale w przypadku gwiazdora telewizyjnego, którego programy przyciągają przed ekrany miliony widzów, stacja telewizyjna przeprowadzi szczegółową analizę. Miliony widzów oznaczają wielkie dochody z emitowanych reklam. Jeśli więc szokują nas stawki oferowane gwiazdom albo gigantyczne kwoty płacone za transfery piłkarzy - pamiętajmy o tym, że podejmujący decyzje finansowe najwyraźniej doszli do wniosku, że dochody będą znacznie większe.
Gwiazdom pewnie jesteśmy skłonni wybaczyć wysokie zarobki. Ale jak tu wybaczyć zarabiającemu miliony prezesowi banku lub wielkiej korporacji? A przecież rachunek jest identyczny. Jeśli właściciel firmy uważa, że błyskotliwy menedżer jest w stanie przynieść mu dodatkowe dziesiątki milionów zysków, oferuje mu idące w miliony wynagrodzenie. I wychodzi na swoje, oczywiście pod warunkiem, że menedżer rzeczywiście dostarcza to, co sobie po nim obiecywano. Co w ostatnich czasach wcale nie było takie pewne.