Biznes Ludzie Pieniądze

Grecka próba ognia dla euro

Agnieszka Mitraszewska
31.01.2010 , aktualizacja: 31.01.2010 19:29
A A A Drukuj
Wygląda na to, że spadający kurs dolara, do niedawna ulubiony temat komentatorów rubryk gospodarczych, chwilowo poszedł do lamusa. Teraz wszystkim sen z powiek spędza euro. Sprawcą tego zamieszania jest Grecja od miesięcy borykająca się z potężnym zadłużeniem.
Akropol - jeden ze starożytnych zabytków Grecji
Fot. Jerzy Gumowski / AG
Akropol - jeden ze starożytnych zabytków Grecji
 0,02MB
0,02MB
W ubiegłym tygodniu kurs greckich papierów skarbowych tak poleciał w dół, że premier tego kraju zaczął podejrzewać spisek spekulantów. Głównym powodem tej paniki na rynkach dłużnych okazał się jednak niemiecki rząd. Minister gospodarki Rainer Bruederle powiedział w czwartek w Bundestagu, że nie będzie żadnej pomocy dla zadłużonych członków Unii.

Nie wszyscy jednak w Brukseli zgadzają się z nim. Jak zauważyli co wnikliwsi dziennikarze gospodarczy, w kręgach unijnych decydentów zapanował zamęt, a sprzeczne komunikaty w sprawie greckiego kryzysu finansowego wskazują co najmniej na brak zdecydowania.

Wtajemniczeni zaś, tacy jak komentator "Economista" Charlemagne, twierdzą wręcz, że unijna pomoc dla Grecji jest już przesądzona i kwestią czasu jest wypracowanie dla niej właściwej formy. Czasu zaś jeszcze trochę zostało, bo Grecja zdołała w zeszłym tygodniu sprzedać obligacje za 8 mld euro (jeszcze przed wypowiedzią niemieckiego ministra), co powinno jej wystarczyć do maja, gdy przypada termin wykupu części długoterminowych papierów skarbowych.

Dlaczego pomoc Grecji jest pewna? Bo najprawdopodobniej jednak nie zdoła sobie poradzić sama, a pomoc Międzynarodowego Funduszu Walutowego członkowi strefy euro byłaby ambicjonalnie nie do zniesienia. MFW miałby dyktować politykę monetarną Europejskiemu Bankowi Centralnemu? Niedoczekanie.

Ale jak się właściwie gasi pożary finansowe w strefie euro? Traktat z Maastricht nie dopuszcza takich interwencji. Zabrania wręcz krajom przejmować odpowiedzialność za długi innych członków strefy. Z drugiej strony, jeśli pozostałe kraje euro nie chcą, by ich waluta ucierpiała, nie mają innego wyjścia. Muszą jakoś pomóc.

Może będą to pieniądze z funduszów strukturalnych Unii za najbliższe kilka lat wypłacone awansem, a może pożyczki z państwowych banków w Unii? Nie ma żadnych tabu w kwestii sfinansowania pomocy - twierdzi brytyjski tygodnik - jeśli uratuje ona reputację euro.

Według "Daily Telegraph" Niemcy i ich lobby w Europejskim Banku Centralnym woleliby zamiast zażegnywać kryzys, doprowadzić do "przesilenia choroby", co miałoby dać nauczkę nie tylko Grecji, ale i innym zadłużonym południowoeuropejskim krajom, takim jak Portugalia czy Hiszpania, i zmusić je do reform fiskalnych. PKB Grecji stanowi tylko niecałe 3 proc. PKB całej Unii. Jej kłopoty, jak kasandrycznie ostrzegał w zeszłym tygodniu Nouriel Roubini, nie stanowią więc aż takiej katastrofy, jaką mógłby być potencjalny kryzys finansowy choćby w Hiszpanii. Pytanie więc sprowadza się do brutalnego dylematu, czy lepiej przeciąć wrzód, czy leczyć go okładami.

Obecne kłopoty budżetowe kilku unijnych państw - przez rynki finansowe zwanych "pigs" w skrócie od Portugalii, Irlandii, Grecji i Hiszpanii (Spain) - bardzo niepokoją unijne władze. Do tej czwórki gwoli sprawiedliwości należałoby dodać jeszcze Wielką Brytanię. Ale ta grupa państw o największym deficycie nie powinna być, zdaniem "Financial Times", wrzucana do jednego worka. Najistotniejszym kryterium jest bowiem wskaźnik łącznych oszczędności w każdym z tych krajów - zasobów, z których można finansować deficyt budżetowy. Podczas gdy Irlandia i Hiszpania są pod tym względem bliskie unijnej średniej z 17- i 19-proc. stopą łącznych oszczędności (państwowych i prywatnych), Grecja i Portugalia mają dramatycznie niski ich poziom - 7,2 i 10,2 proc. - muszą więc polegać na kapitale zagranicznym, chcąc załatać swoje dziury budżetowe. I tu zaczynają się schody.

Sami Grecy twierdzą, że dadzą sobie radę. Rząd George'a Papandreu przygotował plan oszczędnościowy i obiecuje tym razem pilnować rzetelności statystyk gospodarczych. "FT" twierdzi jednak, że nie wystarczy przeprowadzić cięć budżetowych, gdy kraj konsumuje ponad stan.

Ratując upadającą firmę, nie wystarczy porozmawiać z kierownictwem. Cała załoga musi świadomie zgodzić się na bolesną restrukturyzację.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów