"Gazeta" sprawdziła, jak na własnej skórze Polacy odczuli niedoskonałości systemu komputerowego ZUS.
Odczuła je choćby pani Katarzyna, która jest przekonana, że została ukarana za to, że jest przedsiębiorcza i ośmieliła się urodzić
dziecko. Pracowała na etacie jako księgowa, a w domu po godzinach rozliczała faktury kilku klientów. W 2002 r. urodziła córkę. Poszła na macierzyński.
Czytaj także:
ZUS jest zakładnikiem Asseco. Wywiad z Pawłem Wypychem ZUS cztery lata później zorientował się, że jako bizneswoman na macierzyńskim powinna odprowadzać składki. W sumie 3 tys. zł. Plus 2 tys. odsetek.
W identycznej sytuacji były setki kobiet. Niektóre miały do zwrotu nawet 70 tys. zł za sześć czy siedem lat wstecz. Pracownicy ZUS dzwonili do nich, radząc, aby szybko zapłaciły, to unikną odsetek. Niektóre pobiegły do banku po pożyczki.
Co ciekawe, przez te lata ZUS bez najmniejszych problemów - po sprawdzeniu w systemie komputerowym - wystawiał niektórym przedsiębiorczym matkom zaświadczenia, że nie zalegają z żadnymi składkami!
ZUS nie przelał też 600 tysiącom kobiet składek za urlopy macierzyńskie i wychowawcze od stycznia 1999 roku do maja 2001 roku.
Powód? Błąd komputerowy.
Ta "awaria" trwała dziesięć lat! Dopiero w 2008 roku system został naprawiony, a składki zaksięgowane.