Ogłoszenie o sprzedaży zespołu elektrowni Pątnów-Adamów-Konin ukazało się wczoraj. Prywatyzowane mają być też kopalnie węgla brunatnego w Koninie i Adamowie, które dostarczają elektrowni węgiel potrzebny do produkcji prądu.
PAK to teoretycznie łakomy kąsek - elektrownie mają w sumie 2,2 tys. megawatów, czyli ponad 10 proc. krajowego zapotrzebowania na moc. W jego skład wchodzi też najnowocześniejsza w Polsce, podłączona już do systemu w 2008 r. elektrownia - Pątnów II. Ale
prywatyzacja będzie najeżona ogromnymi trudnościami. Skarb państwa ma w PAK tylko 50 proc. udziałów, reszta - za pośrednictwem Elektrimu - należy do Zygmunta Solorza, który faktycznie kontroluje grupę. Ktokolwiek więc kupi akcje od państwa, musi także dogadać się z Solorzem. Telewizyjny potentat, który miał prawo pierwokupu spółki, zgodził się na sprzedaż akcji przez skarb państwa, ale sam nie zamierza wychodzić z elektrowni. - Nic nie chcemy sprzedawać. Skarb państwa chce sprzedać swoje akcje, niech sprzedaje. Nowy inwestor musi z nami rozmawiać na temat współkontroli - powiedział w poniedziałek Solorz.
Wcześniej skarb państwa bezskutecznie chciał zmusić Solorza do odsprzedaży jego pakietu, tak aby odzyskać kontrolę nad elektrowniami. Inwestor dostanie za to pełną władzę nad kopalniami - skarb ma w nich 85 proc. udziałów, reszta przypadnie pracownikom.
Dogadanie się z Solorzem to jednak tylko połowa problemów - w końcu i on, i potencjalny inwestor są zainteresowani rozwojem grupy. A spółka ma ogromne atuty - plac pod budowę nowych bloków w miejsce kończących niedługo swój żywot, wybudowanych w latach 1958-74 starych elektrowni, możliwość szybkiego podłączenia ich do sieci oraz ogromne, szacowane na 400 mln ton złoża węgla brunatnego w pobliżu. Ale właśnie w złożach kryje się pułapka.
- Obecnie eksploatowane złoża skończą starczą na mnie więcej pięć lat- mówi "Gazecie" ekspert branży, który chciał zostać anonimowy. - Trzeba zacząć eksploatować nowe pokłady, budować nowe odkrywki.
A z tym mogą być problemy. Kopalnia Konin próbuje zacząć eksploatację złoża w Tomisławicach. Jednak sprzeciwiają się jej ekolodzy i okoliczni mieszkańcy, którzy uważają, że kopalnia zniszczy ekosystem pobliskiego jeziora Gopło. Ekologom nie udało się przekonać ministra środowiska, przegrali też w wojewódzkim sądzie administracyjnym, wysłali jednak skargę do Komisji Europejskiej. - Jeśli PAK wpadnie w "dołek bezwęglowy", to węgiel trzeba będzie dowozić, taka sytuacja już raz miała miejsce w latach 80. - mówi "Gazecie" ekspert. Dowożenie węgla brunatnego, który jest znacznie mniej kaloryczny niż kamienny, jest zupełnie nieopłacalne. Dlatego elektrownie na węgiel brunatny buduje wyłącznie w pobliżu złóż.
- Nowe odkrywki nie będą kosztować więcej niż kilkaset milionów złotych. Na miejscu jest sprzęt, są fachowcy. Potrzebna jest szybka decyzja - dodaje.
Kto może kupić PAK? - W przeszłości chętny był czeski CEZ. - Nie komentujemy, ale nie jest tajemnicą, że wcześniej byliśmy zainteresowani - mówi rzecznik polskiej spółki czeskiego potentata Sebastian Włodarski. Na pytanie, czy złoży ofertę, nie chciał także odpowiedzieć Jacek Piekacz, prezes polskiej "córki" szwedzkiego Vattenfalla.
Jeśli skarbowi państwa uda się sprzedać PAK i kopalnie, to będzie to pierwsza udana prywatyzacja w energetyce od 2002 r. Minister skarbu Aleksander Grad zaliczył już porażkę, kiedy w zeszłym roku niemiecki RWE wycofał się z kupna poznańskiej Enei. Dziś RWE mówi, że nie chce kupić ani Enei, ani PAK. Tymczasem wykonanie rządowego planu
prywatyzacji - 27 mld zł w 2010 r. - zależy w dużej mierze od sprzedaży spółek energetycznych: Enei, gdańskiej Energi i właśnie PAK.
Połowa akcji PAK wraz z kopalniami jest warta ok. 2-2,5 mld zł.