Podchody do przełamania ceny 4 zł za euro trwały już od połowy stycznia. Ale bariera była bardzo trudna do pokonania. Przygrywką do jej przełamania było już piątkowe notowanie, podczas którego cena wspólnej waluty spadła z 4,07 do 4,03 zł. Na otwarciu poniedziałkowej sesji
kurs euro zaczął spadać - do godziny 10 o 4 kolejne grosze do poziomu 3,998 zł. Potem przez większą część dnia oscylował nieznacznie powyżej 4 zł. Po godzinie 16 nastąpił kolejny zdecydowany ruch w dół - w rezultacie euro można było kupić za 3,9837 zł.
Co ciekawe, to umocnienie złotego nastąpiło mimo publikacji zaskakująco kiepskich wyników wskaźnika PMI dla Polski. W styczniu - jak podaje bank HSBC i firma Markit - spadł on do poziomu 51 pkt z 52,4 pkt w grudniu. Oznacza to, że warunki prowadzenia działalności gospodarczej poprawiają się, ale wolniej, niż oceniano przed miesiącem. - Świadczy to o sporej determinacji uczestników rynku, by przebić w końcu poziom 4 zł za euro - komentuje Joanna Pluta z TMS Brokers.
Wsparciem dla złotego jest też zapowiedź sprzedaży do połowy lutego 15 proc. akcji
sprzedawcy i producenta energii - Enei. Operacja może mieć wartość około 1,3 mld zł.
Zdaniem Bartosza Pawłowskiego, stratega walutowego
BNP Paribas w Londynie,
złoty będzie nadal kupowany m.in. przez fundusze, „więc obecna »bonanza « może jeszcze potrwać". - Złoty będzie się umacniał przez pierwszą połowę tego roku. To reakcja na zbyt silne osłabienie złotego na początku 2009 roku - mówi Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP.
W lutym 2009 r., gdy kryzys finansowy był w rozkwicie, euro kosztowało prawie 4,90 zł. - W ubiegłym roku kapitał raczej omijał nasz region. A złoty wciąż ma potencjał, by odrobić kolejną część strat - dodaje Świątkowska.
Według prognozy PKO BP na koniec pierwszego kwartału za euro będziemy płacić 3,95 zł, po drugim kwartale 3,80 zł. Analityczka zastrzega, że spora zmienność na rynku może sprawić, iż prognoza spełni się niekoniecznie co do dnia i grosza, jednak generalny trend dla złotego to umacnianie.