- Czy moje pieniądze są bezpieczne? Co, jeśli mój bank zbankrutuje? Stracę oszczędności? - teraz takie nerwowe pytania wydają się kuriozalne, ale rok temu naprawdę drżeliśmy o nasze pieniądze. Gdy we wrześniu 2008 r. zbankrutował Lehman Brothers, co kilka dni wybuchały plotki, że któryś z banków bankrutuje i nie wypłaca pieniędzy (zwykle okazywało się, że chodzi o awarię bankomatu) albo że zagraniczny właściciel chce wytransferować pieniądze z Polski.
Lekarstwem, które przywróciło spokój, okazało się podwyższenie gwarancji depozytów. Przypomnijmy, że do jesieni 2008 r. Bankowy Fundusz Gwarancyjny zabezpieczał w 100 proc. tylko oszczędności do tysiąca euro, a do 22,5 tys. euro - w 90 proc. W listopadzie 2008 r. prezydent Lech Kaczyński podpisał ustawę, która podniosła gwarancje do 50 tys. euro. Taki sam ruch wykonały zresztą wszystkie kraje Unii Europejskiej. Część, m.in.
Irlandia,
Grecja,
Niemcy i
Austria, poszła jeszcze dalej i zagwarantowała wszystkie zgromadzone w bankach oszczędności. Teraz Komisja Europejska chce zrobić kolejny krok - od przyszłego roku w całej Unii minimalne gwarancje zostaną podwyższone do 100 tys. euro (ok. 400 tys. zł).
Bruksela chce też, żeby w razie bankructwa banku klienci szybciej odzyskiwali swoje pieniądze - zamiast trzech miesięcy fundusz gwarancyjny będzie miał na to 20 dni roboczych. Komisja uznała, że trzy miesiące odcięcia od pieniędzy mogą każdego doprowadzić do bankructwa, a miesiąc powinien wystarczyć bankom na załatwienie związanych z wypłatami formalności.
Czy Polakom tak wysokie gwarancje rzeczywiście są potrzebne? - Musimy mieć takie same standardy jak wszystkie kraje Unii - mówi Jerzy Bańka, radca prawny ze Związku Banków Polskich. Wskazuje jednak na to, że nawet przy obecnym poziomie gwarancji oszczędności większości z nas są 100-proc. bezpieczne: - Osoby wyjątkowo zamożne mogą po prostu rozdzielić pieniądze na kilka banków i każda część zostanie zagwarantowana.
Przypomina też, że im wyższe gwarancje, tym większe koszty muszą ponosić banki.
Jak banki zrzucają się na gwarancje depozytów? Każdy tworzy u siebie tzw. fundusz ochrony środków gwarantowanych. Bank lokuje część depozytów w bezpiecznych i płynnych instrumentach - papierach skarbowych i bonach pieniężnych NBP. Im wyższe gwarancje, tym więcej pieniędzy banki muszą w ten sposób lokować (w 2008 r. było to 0,26 proc. środków zgromadzonych na rachunkach, obecnie - 0,4 proc). Banki płacą roczną składkę na fundusz pomocowy zarządzany przez BFG. W 2009 r. ta składka znacznie wzrosła: w 2008 r. wszystkie banki zapłaciły 101,7 mln zł, a w ubiegłym roku - 308 mln zł. Powód jest taki, że do 2008 r. połowę składki na BFG płacił bank centralny, a od 2009 r. całą składkę banki płacą same.
Pieniędzy na gwarancje banki nie wyjmują z własnych kieszeni - sięgają do naszych portfeli, żeby wycisnąć więcej z rachunków, kart płatniczych i ubezpieczeń. PKO BP, ING, Millennium podniosły opłaty za konta.
- Większość klientów nawet nie zwraca uwagi na to, że płacą za ROR o złotówkę więcej. A bank zyskuje kilka milionów złotych - przyznaje Mateusz Ostrowski, analityk Open Finance.