Movie Gallery chce zamknąć jedną trzecią z ponad 2,4 tys. wypożyczalni i zwolni kilka tysięcy pracowników. W środę w sądzie w Wirginii spółka zgłosiła wniosek o ochronę przed wierzycielami ("Chapter 11"). Nie bez powodu - znalazła się bowiem w poważnych tarapatach finansowych. W ciągu ostatniego roku przychody spółki spadły o 600 mln dol., do 1,4 mld dol., a w IV kwartale strata operacyjna wyniosła prawie 130 mln dol. Movie Gallery jest w dodatku zadłużone po uszy - do spłacenia ma ponad pół miliarda dolarów długu.
Kłopoty finansowe właściciela jednej z bardziej znanych sieci wypożyczalni to pochodna pokoleniowej zmiany warty i przeniesienia się części klientów do internetu. Netflix, którego znakiem charakterystycznym było dostarczanie filmów do domów klientów w czerwonych kopertach, już ma 6 mln klientów oglądających
filmy online. A na ten rynek szykuje się też
Google z YouTube. Serwis znany głównie krótkich filmików wrzucanych przez internautów ma za sobą pierwsze kroki w wypożyczaniu filmów online (w tzw. streamingu, bez zapisywania filmu na dysk). YouTube amerykańskim internautom umożliwił wypożyczenie pięciu niezależnych produkcji pokazywanych w ramach festiwalu Sundance Film. Przez dziesięć dni obejrzało je prawie 2,7 tys. internautów. Niewiele, ale przy cenie 3,99 dol. za wypożyczenie przychody przekroczyły 10 mln dol. - Zdecydowanie więcej, niż oczekiwaliśmy - mówi cytowany przez "New York Times" Chris Dale z YouTube. I przypomina, że taka dystrybucja to szansa dla niezależnych twórców - w ub.r. tylko co czwarty film z Sundance trafił do komercyjnego obrotu. Dodaje, że YouTube będzie się starał rozszerzać ofertę filmów na żądanie, choć w najbliższym czasie na kinowe hity nie ma co liczyć.