Sprawa ciągnie się od 2006 r., gdy
CBŚ - działając na polecenie prokuratury - zatrzymało Wąsacza. To wtedy prokuratorzy po raz pierwszy przedstawili mu zarzuty dotyczące
prywatyzacji PZU.
Zdaniem prokuratorów Wąsacz w 1999 r. - działając jako minister skarbu i sprzedając udziały w PZU holenderskiemu koncernowi Eureko i BIG Bankowi Gdańskiemu - nie dopełnił obowiązku ochrony interesów skarbu państwa. Grozi za to do 10 lat więzienia. Akt oskarżenia został przekazany do Sądu Rejonowego
Warszawa-Śródmieście.
Zdaniem rzecznika Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku Krzysztofa Trynki - cytowanego przez PAP - Wąsacz miał "akceptować pewne działania w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez Eureko oraz BIG Bank Gdański, przynosząc tym samym szkodę interesowi publicznemu". - Jestem zaskoczony tą decyzję prokuratury. Znam materiały przez nią zgromadzone i wiem, że w nich nie ma nic nowego, nic, co by wskazywało, że popełniłem przestępstwo. Przy prywatyzacji PZU trzymałem się ściśle obowiązującej procedury. Eureko zaproponowało najwyższą cenę, wyższą niż dawała konkurencyjna AXA - mówi "Gazecie" Wąsacz. I apeluje, by podawać jego pełne nazwisko. - Nie chcę, by pisano o mnie Emil W. Nie boję się tego procesu, jestem w stu procentach pewien swojej niewinności - mówi b. minister, dziś prezes zarządu spółki Stalexport Autostrady.
Podpisana w 1999 r. umowa sprzedaży udziałów PZU Eureko i BIG Bankowi Gdańskiemu okazała się początkiem trwającej przez blisko dekadę kłótni o kontrolę nad PZU. Zaciekły spór, który zaszkodził rozwojowi PZU, udało się zakończyć dopiero obecnemu ministrowi skarbu Aleksandrowi Gradowi, który w październiku ub.r. podpisał z Eureko ugodę przewidującą wypłatę tej firmie ponad 4,7 mld zł (3,5 mld zł z dywidendy wypłaconej przez PZU, a 1,2 mld zł ze sprzedaży akcji PZU po debiucie giełdowym spółki).
W zamian za to Eureko zgodziło się na wycofanie ze spółki i zrezygnowało z roszczeń wobec Polski wycenionych na 35,6 mld zł.