Biznes Ludzie Pieniądze

Nie kryzys psuje OFE, tylko politycy

Marcin Bojanowski
03.02.2010 , aktualizacja: 03.02.2010 21:21
A A A Drukuj
Fundusze emerytalne w całej Europie szybko odrabiają straty spowodowane przez kryzys finansowy. - Dla emerytów niebezpieczniejsze od giełdowej bessy są pomysły polityków - ostrzegają eksperci

Fot. Bartłomiej Serafiński / AG
Ile zarobiły otwarte fundusze emerytalne w Europie środkowo-wschodniej
Ile zarobiły otwarte fundusze emerytalne w Europie środkowo-wschodniej


Kryzys finansowy mocno poturbował fundusze emerytalne w całej Europie. Najwięcej w 2008 r. stracili przyszli emeryci w Estonii, bo aż 35 proc. Niewiele lepiej było w Bułgarii i na Węgrzech, gdzie fundusze straciły w ciągu roku po ponad 20 proc. Na tym tle polskie OFE wypadły dobrze. Straty spowodowane przez giełdową bessę sięgnęły 14 proc.

Najlepiej poradziły sobie rumuńskie fundusze emerytalne. Nie tylko uniknęły strat w kryzysowym 2008 r., ale umiały też wykorzystać wzrosty na giełdzie w ubiegłym roku. - Przetrwaliśmy kryzysowy sztorm i 2009 r. zakończyliśmy świetnym wynikiem - cieszy się Crinu Andanut, szef Rumuńskiego Stowarzyszenia Funduszy Emerytalnych.

Pokazuje liczby: rumuńskie fundusze zarobiły w 2009 r. średnio 17,7 proc. wobec 11,5 proc. rok wcześniej. W tym samym czasie obligacje skarbowe dałyby 10-11 proc. zysku, a lokata bankowa - ok. 12-13 proc. przy inflacji na poziomie 4-5 proc.

Lepiej w ubiegłym roku poszło tylko węgierskim funduszom. Dla swoich klientów zarobiły średnio 21,3 proc., a najlepsze - OTP, ING i Generali - nawet po 30 proc.

- Większość naszych klientów zyskała jeszcze więcej, bo aż 32 proc. - mówi Gábor Borza zarządzający funduszem ING na Węgrzech. To dlatego, że na Węgrzech - podobnie jak w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej prócz Polski - fundusze emerytalne zarządzają trzema subfunduszami o różnej strategii inwestycyjnej: agresywnym, zrównoważonym i bezpiecznym. - 80 proc. naszych klientów należy do tego pierwszego, inwestującego głównie w akcje - tłumaczy Borza.

- Wyniki funduszy emerytalnych mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie decyzje polityków, którzy dla chwilowych korzyści budżetowych zaczęli psuć dopiero co zreformowane systemy emerytalne - mówi Mihai Bobocea, sekretarz generalny Rumuńskiego Stowarzyszenia Funduszy Emerytalnych. Jako przykład wskazuje Słowację i Węgry, które pozwoliły obywatelom na występowanie z funduszy i powrót do państwowego systemu. - Pretekstem był kryzys finansowy i straty, jakie ponosiły wówczas fundusze emerytalne - tłumaczy Bobocea.

W Polsce na ten sam pomysł wpadło Prawo i Sprawiedliwość. - Należy natychmiast umożliwić Polakom występowanie z OFE - mówiła dokładnie rok temu posłanka PiS Aleksandra Natalli-Świat. Skończyło się niczym, bo nie zgodził się na to rząd. - I całe szczęście, bo dzisiaj te osoby darłyby włosy z głowy, widząc, o ile więcej miałyby na koncie, gdyby pozostały w funduszu - mówi Bobocea.

Polski rząd wybrał inną drogę. Ministrowie finansów i pracy zaproponowali obniżenie składki przekazywanej do OFE z 7,3 proc. do 3 proc. Argumentowali, że tak zrobiły inne kraje. Łotwa zmniejszyła składkę z 10 do 2 proc., Estonia z 6 do 2 proc., a Litwa z 5,5 do 3 proc. Zaoszczędzone w ten sposób pieniądze pomogły załatać dziury w państwowej części systemu emerytalnego.

- Rządy nie powinny obniżać składek przekazywanych do funduszy emerytalnych dla krótkoterminowych korzyści budżetowych, ale w tym przypadku było to uzasadnione - uważa Adrian Allot, ekspert emerytalny z rumuńskiego oddziału firmy doradczej Milliman. Innego zdania jest Edward Whitehouse, ekonomista OECD: - Żaden system emerytalny nie jest nietykalny, trzeba je poprawiać, ale takie zmiany mogą prowadzić do zaprzepaszczenia przeprowadzonych reform.

O ile jednak inne kraje zdecydowały się na chwilową - np. roczną - obniżkę składki, o tyle polski rząd rozważał trwałe jej zmniejszenie. - Najbardziej stracą na tym przyszli emeryci - ostrzegał prof. Bernd Raffelhüsen z Uniwersytetu we Freiburgu. Z pomysłu wycofał się dopiero pod koniec stycznia premier Donald Tusk.

Bobocea tłumaczy, że rządy zamiast zawracać przeprowadzone reformy, powinny je dokończyć. - Najważniejszym zadaniem jest stworzenie funduszom możliwości do jak najlepszego inwestowania pieniędzy swoich klientów. Dla ich oszczędności niebezpieczniejsze od giełdowej bessy są nierozsądne pomysły polityków - dodaje.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    29 głosów