Sen z powiek analityków spędza od wielu tygodni
Grecja. Zmaga się z ogromnym zadłużeniem, które zbliża się już do 300 mld euro, zeszłoroczny deficyt sektora finansów publicznych w tym kraju sięgnął już 12,7 proc.
PKB. Coraz częściej wśród ekonomistów pojawiają się głosy, że stan finansów publicznych Grecji może być poważnym problemem dla całej
strefy euro.
Już teraz inwestorzy krzywym okiem patrzą na inne kraje południowej Europy - Portugalię czy Hiszpanię.
Portugalia już miała problem ze sprzedażą swoich obligacji. W rezultacie inwestorzy wyprzedają euro. W czwartek euro kosztowało już poniżej 1,38 dol., czyli najmniej od czerwca 2009 r.
- Euro jest bardzo mocną walutą. Nie widzę żadnego ryzyka dla strefy euro - uspokajała hiszpańska minister gospodarki Elena Salgado w
radiu La Cope.
Kluczem do uspokojenia obaw inwestorów jest naprawa finansów publicznych krajów strefy euro. W środę Komisja Europejska zaaprobowała drastyczny plan greckiego rządu mający doprowadzić do obniżenia deficytu sektora finansów publicznych do 3 proc. PKB w 2012 r. Plan opiera się m.in. na cięciu płac w sektorze publicznym, podwyższeniu wieku emerytalnego czy na walce z szarą strefą. UE objęła kraj bezprecedensowo ostrym nadzorem.
Słabnące euro względem dolara wpływa też na osłabienie polskiej waluty. W czwartek po południu euro kosztowało już ponad 4,07 zł, czyli o 12 groszy więcej niż w środę rano. - Wcześniej nasza waluta silnie się umocniła. W ostatnim tygodniu więc w sumie nic nie straciła - uspokaja Piotr Kalisz. I pociesza, że inwestorzy za granicą nie wrzucają nas do jednego koszyka z krajami południowej Europy. - Polski rząd musi jednak też wykazać determinację w obniżaniu deficytu budżetowego, by utrzymać wiarygodność - mówi ekonomista.