Waldemar Pawlak zaprosił samorządowców z gmin, na których terenie znajdują się najbogatsze w Europie, a może i na świecie, złoża węgla brunatnego. Zalega tam 35 mld ton surowca, to aż 17 razy więcej niż pod Bełchatowem. W dodatku dolnośląski węgiel jest lepszej jakości.
Resort gospodarki i firmy energetyczne chciałyby, żeby jak najszybciej powstały tam odkrywki i elektrownia, bo powoli kurczą się nam złoża węgla kamiennego. A za kilkanaście lat skończą się także złoża w Bełchatowie. Nie wiadomo, czy uda się zagospodarować węgiel brunatny pod Koninem, bo tamtejsi mieszkańcy nie chcą kopalni.
Z czego będziemy więc w 2030 r. produkować prąd, skoro większość obecnie działających elektrowni skończy swój żywot? Rząd chce, żeby w 2020 r. powstały dwie elektrownie jądrowe, ale nawet jeśli to się uda, to dadzą nam zaledwie 10 proc. potrzebnej mocy.
Węgiel brunatny jako paliwo ma ogromną zaletę - produkowany z niego prąd jest na razie najtańszy. Ale mieszkańcy gmin, na których terenie mogą powstać kopalnie, gwałtownie protestują. Kilka tysięcy rodzin trzeba bowiem wysiedlić. Samorządowcy powołali Komitet Stop Odkrywce i przeprowadzili referenda w podlegnickich gminach. Większość mieszkańców - i na Dolnym Śląsku, i w lubuskim Gubinie - była przeciw kopalniom. Tymczasem w Sejmie posłowie pracują nad zmianami w prawie górniczym, które umożliwią eksploatację złóż bez zgody samorządów. Gminy nie mogłyby na obszarze "złóż perspektywicznych" przeprowadzać żadnych istotnych inwestycji. W odpowiedzi samorządowcy napisali skargę do Parlamentu Europejskiego. Żeby załagodzić konflikt, resort gospodarki zaprosił samorządowców na wczorajsze spotkanie.
- Z Warszawy wracam zadowolony, chociaż wiele kwestii jeszcze czeka na wyjaśnienie - mówi Andrzej Krzemień, wójt gminy wiejskiej Głogów. - Wszyscy zgodziliśmy się, że jeśli ustawa zablokuje gminom inwestycje, to powinniśmy dostać odpowiednie rekompensaty.
Resort gospodarki przekonywał włodarzy gmin, że nie mogą myśleć wyłącznie o swoich terenach. - Dotarło do mnie, że nasze lokalne działania muszą uwzględniać interesy całego kraju, że węgiel brunatny jest naszym "czarnym złotem" - mówi Krzemień.
- Bardzo przekonujące było wystąpienie pani wójt Kleszczewa - relacjonuje nasz informator z resortu gospodarki. Kleszczew dzięki kopalni węgla brunatnego Bełchatów, która płaci ogromne podatki, jest najbogatszą gminą w Polsce. - Myślę, że samorządowcy zrozumieli, że górnictwo to nie jest potworny smok, który wszystko zniszczy, ale że za przemysłem górniczym idą także korzyści - mówi prof. Zbigniew Kasztelewicz z Akademii Górniczo-Hutniczej. - Oni boją się zmian. A życie to ciągła zmiana - mówi urzędnik z resortu.
Nawet jeśli samorządowcy zgodzą się na kopalnie i elektrownie, to pozostaje jeszcze problem ich kosztów. Instytut Górnictwa Odkrywkowego "Poltegor" wyliczył je na 23 mld zł. Nie wiadomo, czy firmom energetycznym uda się zdobyć takie pieniądze, zwłaszcza że węgiel brunatny emituje najwięcej CO2. Po 2020 r., kiedy wszystkie pozwolenia na emisję dwutlenku węgla trzeba będzie - zgodnie z unijną dyrektywą - kupować na aukcjach, opłacalność produkcji prądu z tego paliwa może znacznie spaść.