Biznes Ludzie Pieniądze

Europejski Bank Inwestycyjny kładzie rękę na kasie za CO2

nik
04.02.2010 , aktualizacja: 05.02.2010 01:11
A A A Drukuj
To Europejski Bank Inwestycyjny, a nie poszczególne rządy, będzie w przyszłości sprzedawał unijne uprawnienia do emisji dwutlenku węgla. Dzięki tym dochodom może sfinansować m.in. budowę nowoczesnych instalacji w Bełchatowie i Kędzierzynie-Koźlu


W grudniu 2008 r. rządy UE zadecydowały, że po 2013 r. zezwolenia na emisję CO2 - dla energetyki, hut, cementowni (w ramach Europejskiego Systemu Handlu ETS) - nie będą już rozdawane za darmo, ale sprzedawane na specjalnych aukcjach.

Zastąpienie "rozdawnictwa" sprzedażą ma jeszcze bardziej skłonić przedsiębiorstwa do inwestycji w technologie ograniczające emisje dwutlenku węgla, odpowiedzialnego zdaniem naukowców za niebezpieczne zmiany klimatyczne.

Równolegle rządy postanowiły, że zyski ze sprzedaży 300 mln sztuk tych uprawnień (każde opiewające na jedną tonę) będą przeznaczone na finansowanie pilotażowych projektów nowych technologii, ograniczających emisję CO2. Stolice długo spierały się, w jaki sposób te specjalnie oznaczone uprawnienia mają być sprzedawane. Wiele krajów chciało aukcje organizować na własną rękę. Ostatecznie - jak poinformowała Komisja - znaleziono kompromisowe rozwiązanie. Uprawnienia do emisji będą sprzedawane przez Europejski Bank Inwestycyjny.

Chodzi przede wszystkim o 10-12 projektów instalacji CCS (tzw. przechwytywanie dwutlenku węgla). Polska proponuje, by dwie takie instalacje pilotażowe zostały zbudowane w Polsce - jedna w elektrowni w Bełchatowie, druga w zakładach chemicznych w Kędzierzynie-Koźlu. Ta pierwsza inwestycja już dostała jeden zastrzyk unijnych pieniędzy (180 mln euro). Według obecnych szacunków dochody ze sprzedaży 300 mln uprawnień do emisji CO2 mogą sięgnąć 3,8 mld euro.

Zanim jednak EBI zacznie sprzedawać uprawnienia, konieczne może się okazać uszczelnienie już działającego systemu ich sprzedaży.

W środę dziennik "Financial Times Deutschland" poinformował o zuchwałej kradzieży hakerów, którzy zdobyli część uprawnień (istniejących tylko w postaci elektronicznych zapisów, tak jak np. akcje na warszawskiej giełdzie). Rabusie skorzystali z prostej, ale skutecznej metody - podrobili specjalne strony internetowe, na które zalogowali się faktyczni właściciele uprawnień zachęceni uprzednio e-mailami (także podrobionymi). Prawowici posiadacze uprawnień byli w ten sposób wciągani w pułapkę, bo myśleli, że logują się na autentycznej stronie WWW giełdy. I udostępniali swoje tajne dane pozwalające na sprzedaż ich własnych certyfikatów. Według "FT" pokrzywdzeni stracili uprawnienia o wartości 1,5 mln euro.

Podobna metoda oszustwa - zwana jako phishing - jest często wykorzystywana przy próbach wyłudzania dostępu do kont bankowych.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos