Biznes Ludzie Pieniądze

Debata premiera z internautami. Co z cenzurą w sieci?

mapi, tigi
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-05 17:18

Premier w otoczeniu internautów podczas dyskusji o ustawie wprowadzajacej rejestr stron i usług niedozwolonych
Premier w otoczeniu internautów podczas dyskusji o ustawie wprowadzajacej rejestr stron i usług niedozwolonych
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Donald Tusk spotkał się dzisiaj na debacie ze środowiskami internetowymi na temat projektu ustawy, która ma wprowadzić rejestr stron niedozwolonych, do których dostęp ma być zablokowany przez władze. Użytkownicy sieci krytykują pomysł, uważając, że jest to wprowadzanie cenzury, nie zlikwiduje prawdziwych problemów jak pedofilia czy hazard w internecie, a może doprowadzić do nadużyć. - To dla mnie bardzo poważne wyzwanie, problem, który dotyka delikatnych sfer, wolności obywatelskich i wolności słowa. Traktuję to spotkanie bardzo serio - powiedział premier. Jednak na koniec przyznał, że nie czuje się do końca przekonany przez środowiska związane z internetem, ale rejestr stron zakazanych prawdopodobnie zniknie z projektu ustawy. Niewykluczone są też inne zmiany.

Debata premiera Tuska z internautami rozpoczęła się o godzinie 14-tej
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta
Debata premiera Tuska z internautami rozpoczęła się o godzinie 14-tej
- Wiem, że ta dyskusja wzbudziła dużo kontrowersji jeszcze przed jej rozpoczęciem. Sprawdzimy czy dwie godziny spędzone z nami będą dla pana cięższe niż 13 godzin spędzone wczoraj - przywitał premiera Tuska Maciej Budzich, bloger i organizator dyskusji.

- Wiem, że część z państwa ma poczucie, że konsultacje w sprawie wprowadzenia tej ustawy były fikcyjne. Ta ustawa była na tyle specyficzna, że z pewną rezerwą podchodziliśmy do konsultacji społecznej - przyznał premier.

Mówił, że bardziej wsłuchuje się w głosy tych, którzy widzą problemy z przestępczością w sieci niż tych, którzy nie widzą żadnego problemu.

Zaraz po nim głos zabrali przedstawiciele organizacji samorządowych. - Nie sprzeciwiamy się próbom znalezienia rozwiązań gwarantujących bezpieczeństwo w internecie, uważamy jednak, że jest niezwykle ważne, aby rozwiązania te gwarantowały poszanowanie wartości, na których społeczeństwo buduje swoją egzystencję. Nasz niepokój budzi retoryka strachu, jaka roznoszona jest wokół internetu. Problem, o którym mówimy to nie tylko kontrowersje związane z rejestrem stron - stwierdziła Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon.

Jak dodała, internauci domagają się zarzucenia planu filtrowania internetu i blokowania jego treści przez wdrożenie ustawy. - Doprowadziłoby to do naruszenia wolności konstytucyjnych, m.in. wolności słowa. Uważamy też, że ze względów technicznych cele tej regulacji nie są możliwe do zrealizowania, a koszty wprowadzenia tej ustawy będą znacznie większe od korzyści. Boimy się, że wprowadzenie tej ustawy spowoduje odwrócenie uwagi od prawdziwych problemów, jak pedofilia czy e-hazard, z którymi należy walczyć, ale nie w ten sposób - mówiła Szymielewicz.

Wtórowali jej inni wskazując, że osoby chcące dotrzeć do internetowego hazardu znajdą do niego dostęp, mimo blokowania stron, a efektem będzie tylko wyniesienie się firm prowadzących strony hazardowe za granicę i płacenie podatków za granicą.

Poza tym rejestr stron zakazanych da np. rodzicom poczucie fałszywego bezpieczeństwa dziecka w sieci.

Tusk: Trzeba działać

- Chcę, żebyśmy wspólnie znaleźli sposoby, które pozwolą nam ścigać przestępców w świecie wirtualnym równie skutecznie jak w realnym. Ma w tym pomóc ta ustawa. Zakładanie, że jej intencją jest cenzura, to nadużycie. Nie każda decyzja, która ogranicza autonomię internetu, jest równoznaczna z wprowadzeniem cenzury. Dla przestępców nie może być większej swobody tylko dlatego, że to internet. Nie może być tak, że automat do gry w pubie będzie nielegalny, ale ta sama gra hazardowa w internecie będzie spokojnie działać - powiedział premier.

- Nie uznaję logiki "napisali średnią ustawę, to lepiej w ogóle jej nie róbmy". Być może nie będzie tak skuteczna jak zakładamy. Jednak niezależnie od tego, gdzie się pojawia przestępczość moim, naszym obowiązkiem jest działanie na rzecz jej ograniczenia. Moja intencją nie jest ograniczanie wolności - przekonywał.

- Ale przestępstwa w sieci to takie same przestępstwa jak te w realu. Ten rejestr jest niepotrzebny, bo jeśli jest się świadkiem przestępstwa w sieci i nie zgłosi się go do odpowiednich służb, to już popełnia się przestępstwo. To dublowanie systemu - odpierali internauci.

Piotr Waglowski, prowadzący serwis Vagla.pl o prawie związanym z internetem, krytykował szybki tryb wprowadzania ustawy. - Zaniepokoiło mnie też, że uzasadnienie do ustawy dopiero się pisze. Gdzie jako internauta będę mógł przeczytać treść ustawy i ewentualnie wprowadzane zmiany? Brak konsultacji na pewno nie przyczynił się do większej odporności na lobbing, o którym wspominał premier - mówił Waglowski.

Urzędnicy z Kancelarii Premiera podkreślali, że ustawa nie daje żadnych możliwości odcinania internautów od sieci. Chodzi tylko o blokowanie stron internetowych. - I to nie rząd będzie mógł blokować strony, będzie decydował sąd, tak jak w realu - mówił premier.

Marcin Cieślak z Internet Society ripostował: - Tryb sądowy w tej ustawie jest doraźny, bez obecności strony, to nie jest tryb z kodeksu postępowania karnego. To tryb quasisądowy - mówił.

Eksperci obecni na spotkaniu wskazywali też, że np. niejasne zapisy o treściach, które mogą posłużyć popełnieniu przestępstw finansowym mogą doprowadzić np. do zamknięcia każdego serwisu o bezpieczeństwie sieciowym, który ma dotyczące tego obszaru treści.

Premier podsumował, że nie czuje się do końca przekonany przez środowiska internetowe obecne na spotkaniu. Ustawa ma być jeszcze zmieniana. Rejestr stron internetowych zniknie z ustawy zanim trafi do Sejmu. Niewykluczone są także inne zmiany, ale Donald Tusk nie mówił o konkretnych rozwiązaniach.

Rząd kontra internauci

To trzecie, ale najważniejsze spotkanie w sprawie ustawy blokującej strony internetowe. W zeszłym tygodniu postulatów internautów wysłuchali minister Michał Boni i szef Kancelarii Premiera Władysław Stasiak. Premier Tusk zapowiada, że podczas piątkowego spotkania będzie chciał wytłumaczyć internautom, że władze będą reagowały tylko wtedy, gdy na stronach internetowych dostrzegą działania przestępcze i niezgodne z prawem.



Kością niezgody i przyczyną protestów internautów jest projekt nowelizacji ustawy o grach hazardowych z listopada 2009 roku, który przewiduje wprowadzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych. Znajdą się w nim strony łamiące prawo, czyli m.in. witryny hazardowe, pedofilskie i strony ułatwiające oszustwa finansowe. Wpisanie do rejestru ma być równoznaczne z zablokowaniem strony, a wniosek o blokadę mogłyby złożyć policja, wywiad skarbowy i służba celna.

Przeciwko zmianom w prawie zaprotestowali internauci, którzy zebrali 77 tys. podpisów pod listem do prezydenta z apelem o zawetowanie nowelizacji. Autorzy listu uważają, że to "bardzo niebezpieczny i sprzeczny z interesem obywateli" pomysł.

"Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych to zaledwie czubek góry lodowej. Pomysł wprowadzenia cenzury internetu uruchomił publiczną debatę o przyszłości społeczeństwa informacyjnego" - pisze w swoim komentarzu Jarosław Lipszyc, prezes fundacji Nowoczesna Polska

Internauci atakują premiera za to, że pod pretekstem walki z hazardem w sieci rząd chce wprowadzić czarną listę domen, których internauci w Polsce nie będą mogli zobaczyć. Jeśli sąd uzna, że stronę zablokować trzeba, operatorzy zgodnie z projektem nowelizacji będą mieli sześć godzin, by zamknąć do niej dostęp swoim klientom.

"Przy pracach nad projektem ustawy o cenzurze w sieci rząd zachowuje się jak rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu - najpierw strzela, potem pyta" - przeczytaj komentarz Tomasza Grynkiewicza i Rafała Zasunia, dziennikarzy "Gazety Wyborczej"

Przeciw nowelizacji wystąpiły też organizacje pozarządowe, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Fundacja Nowczesna Polska, Fundacja Panoptykon, Związek Pracodawców Branży Internetowej i Stowarzywenie Wikimedia Polska, a także takie organizacje jak Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji oraz Polskie Towarzystwo Informatyczne. Oprócz zarzutów internautów wskazują one na to, że wprowadzenie nowego prawa stanowi zaprzeczenie utrwalonych demokratycznych procedur legislacyjnych, czego wyrazem jest brak niezbędnych w tym przypadku konsultacji społecznych.

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.1

40 głosów