- Rozmawialiśmy na temat Grecji, Portugalii i Hiszpanii i powiedzieliśmy, że damy sobie radę bez
MFW - oświadczył Jean-Flaude Juncker, minister finansów Luksemburga, który podczas obrad grupy G7 szefował reprezentacji krajów
strefy euro. Odpowiedział w ten sposób na rosnące zaniepokojenie ogromnymi deficytami finansów publicznych tych trzech krajów.
W ostatnich tygodniach oprocentowanie greckich, hiszpańskich i portugalskich obligacji zaczęło gwałtownie rosnąć, co oznacza, że inwestorzy coraz drożej wyceniają ryzyko związane z inwestowaniem w papiery rządowe. Grecki dług jest wyceniany o 4 punkty proc. drożej od niemieckiego.
Na rynkach pojawia się coraz więcej wątpliwości, czy - pomimo obietnic - kraj będzie w stanie w ciągu dwóch lat wyraźnie obniżyć deficyt finansów publicznych. To samo dotyczy Hiszpanii i Portugalii.
Ekonomiści wskazują w takich sytuacjach dwa wyjścia: deprecjację waluty albo zwiększenie inflacji, dzięki czemu realna wartość zadłużenia mogłaby spaść. Inaczej krajom grozi wpadnięcie w spiralę długu. Problem w tym, że
Grecja,
Hiszpania i
Portugalia należą do strefy euro i przed laty zrezygnowały z samodzielności w kształtowaniu swojej polityki monetarnej.
Chociaż w Kanadzie politycy zapewniali, że problemy są przejściowe i na pewno uda się nad nimi zapanować, w Europie takiego optymizmu brakuje.
Gunter Oettinger, lider niemieckich konserwatystów powiedział w wywiadzie, że euro może utracić stabilność. Z kolei minister finansów, Wolfgang Schauble, oświadczył, że Grecja musi sobie uświadomić, że za długotrwałe łamanie zasad trzeba zapłacić wysoką cenę.