Prześwietlamy reklamy: PZU zaplanuje ci życie z prowizjami
Reklamę prześwietlił Maciej Samcik
2010-02-08, ostatnia aktualizacja 2010-02-07 21:16
Dziś wyjątkowo prześwietlam reklamę internetową. "Oszczędzanie? Zabezpieczenie najbliższych? Wsparcie na każdym etapie życia? Zdecyduj, co w tej chwili jest dla ciebie najważniejsze, i odpowiednio dopasuj elementy ubezpieczenia!" - tak zaczyna się klip, który ilustruje najnowszy produkt PZU - "Plan na życie".
ZOBACZ TAKŻE
- Prześwietlamy reklamy: 100 zł w prezencie od BZ WBK (09-03-10, 14:00)
- Prześwietlamy reklamy: u Żubra 2,65 zł raty dziennie. Dużo czy mało? (01-03-10, 09:00)
- PZU zwolni w tym roku co najmniej 2,3 tys. pracowników (10-02-10, 12:49)
- Opóźnione przelewy, bo... "wysiadł" system w NBP (09-02-10, 21:24)
- Kobiety chcą więcej? BZ WBK im to da. Ale... nie za darmo (01-02-10, 13:06)
- Bank Pocztowy łamie serca. Ile zapłacisz za "darmowe" konto? (17-01-10, 22:49)
- Reklamowe przekręty 2009 roku (04-01-10, 11:26)
- Odc. 26: Rata 17 zł tygodniowo. A oddasz dwa razy więcej, niż wziąłeś! (14-12-09, 07:00)
- Odc. 25. Citi Handlowy do klientów: damy ci prezent, ale zapłać za niego dwa razy więcej (07-12-09, 06:00)
RAPORTY
Film można zobaczyć w internecie. PZU stworzył nawet specjalną stronę internetową www.plannazycie.pl, na której prezentuje atuty swojej najnowszej propozycji
W skrócie chodzi o to, by systematycznie odkładać pieniądze. W ramach „Planu na życie” można to robić już od 100 zł miesięcznie. „ »Plan na życie « łączy to, co najlepsze ze świata ubezpieczeń i finansów - regularne oszczędzanie i ochronę, dając przy tym możliwość samodzielnego zarządzania swoją umową” - pisze PZU w materiałach marketingowych.
Co to w praktyce oznacza? Że klient PZU sam wybiera, jaka część jego składki ma pójść na część ochronną, czyli zagwarantować wypłatę rodzinie odszkodowania w przypadku jego śmierci, a jaka ma zostać zainwestowana z myślą o dodatkowej emeryturze w przyszłości. Te pieniądze będą lokowane w zwykłe fundusze inwestycyjne. PZU przekonuje, że klient przez cały czas może sam decydować o składce - w trakcie umowy może zmieniać jej wysokość i częstotliwość opłacania, a nawet skorzystać z czasowego zawieszenia wpłat.
To rzeczywiście krok naprzód w porównaniu z innymi tego typu produktami, które przeważnie nie dają aż takiej elastyczności. Mimo wszystko jednak "Plan na życie" nie jest pozbawiony wad polis łączących ubezpieczenie z inwestycjami, czyli wysokich kosztów. Zadzwoniłem na infolinię PZU Życie i wypytałem jej pracownika o wszystkie opłaty i prowizje związane z "Planem na życie". Muszę przyznać, że wyłożył wszystko, jak na spowiedzi, nie próbując ukrywać żadnych opłat. Sęk w tym, że jest ich sporo.
Prowizje w "Planie na życie" zależą od tego, w jakich widełkach mieścić się będzie wpłata klienta (są trzy progi: do 349 zł, do 599 zł i powyżej 600 zł). Zapytałem, jakie możliwości daje "Plan na życie" przy składce w wysokości 200 zł. Gdybym chciał przeznaczyć prawie całą składkę na inwestowanie, płaciłbym od 3 do 5 proc. prowizji od każdej składki w pierwszych trzech latach, 10 zł miesięcznie (a więc kolejne 5 proc. od składki) opłaty administracyjnej, ok. 2 proc. rocznie za zarządzanie funduszami (licząc od całej zgromadzonej sumy, nie od pojedynczej składki). Poza tym kolejne kilka procent opłaty za zarządzanie pobiorą same fundusze. Do tego opłata likwidacyjna - gdybym chciał wycofać pieniądze przed upływem 11. roku trwania planu, nie dostanę z powrotem wszystkich pieniędzy. W pierwszym roku tzw. opłata likwidacyjna wynosi... 100 proc. składek!
A gdybym chciał przeznaczyć prawie całe 200 zł na część ochronną i nie inwestować pieniędzy w fundusze? Pracownik call center poinformował mnie, że jako 35-latek mógłbym za taką składkę uzyskać ubezpieczenie rzędu 330 tys. zł. Takie pieniądze wypłacono by moim bliskim w przypadku mojej śmierci bądź mi - jeśli dożyłbym 85. roku życia. To bardzo wysoka kwota, ale gdybym np. kupił podobne ubezpieczenie (obejmujące również odszkodowanie w przypadku śmiertelnej choroby, utraty ręki, nogi albo wzroku) w jednej z konkurencyjnych firm, zapłaciłbym za nie ok. 110-150 zł miesięcznie.
W skrócie chodzi o to, by systematycznie odkładać pieniądze. W ramach „Planu na życie” można to robić już od 100 zł miesięcznie. „ »Plan na życie « łączy to, co najlepsze ze świata ubezpieczeń i finansów - regularne oszczędzanie i ochronę, dając przy tym możliwość samodzielnego zarządzania swoją umową” - pisze PZU w materiałach marketingowych.
Co to w praktyce oznacza? Że klient PZU sam wybiera, jaka część jego składki ma pójść na część ochronną, czyli zagwarantować wypłatę rodzinie odszkodowania w przypadku jego śmierci, a jaka ma zostać zainwestowana z myślą o dodatkowej emeryturze w przyszłości. Te pieniądze będą lokowane w zwykłe fundusze inwestycyjne. PZU przekonuje, że klient przez cały czas może sam decydować o składce - w trakcie umowy może zmieniać jej wysokość i częstotliwość opłacania, a nawet skorzystać z czasowego zawieszenia wpłat.
To rzeczywiście krok naprzód w porównaniu z innymi tego typu produktami, które przeważnie nie dają aż takiej elastyczności. Mimo wszystko jednak "Plan na życie" nie jest pozbawiony wad polis łączących ubezpieczenie z inwestycjami, czyli wysokich kosztów. Zadzwoniłem na infolinię PZU Życie i wypytałem jej pracownika o wszystkie opłaty i prowizje związane z "Planem na życie". Muszę przyznać, że wyłożył wszystko, jak na spowiedzi, nie próbując ukrywać żadnych opłat. Sęk w tym, że jest ich sporo.
Prowizje w "Planie na życie" zależą od tego, w jakich widełkach mieścić się będzie wpłata klienta (są trzy progi: do 349 zł, do 599 zł i powyżej 600 zł). Zapytałem, jakie możliwości daje "Plan na życie" przy składce w wysokości 200 zł. Gdybym chciał przeznaczyć prawie całą składkę na inwestowanie, płaciłbym od 3 do 5 proc. prowizji od każdej składki w pierwszych trzech latach, 10 zł miesięcznie (a więc kolejne 5 proc. od składki) opłaty administracyjnej, ok. 2 proc. rocznie za zarządzanie funduszami (licząc od całej zgromadzonej sumy, nie od pojedynczej składki). Poza tym kolejne kilka procent opłaty za zarządzanie pobiorą same fundusze. Do tego opłata likwidacyjna - gdybym chciał wycofać pieniądze przed upływem 11. roku trwania planu, nie dostanę z powrotem wszystkich pieniędzy. W pierwszym roku tzw. opłata likwidacyjna wynosi... 100 proc. składek!
A gdybym chciał przeznaczyć prawie całe 200 zł na część ochronną i nie inwestować pieniędzy w fundusze? Pracownik call center poinformował mnie, że jako 35-latek mógłbym za taką składkę uzyskać ubezpieczenie rzędu 330 tys. zł. Takie pieniądze wypłacono by moim bliskim w przypadku mojej śmierci bądź mi - jeśli dożyłbym 85. roku życia. To bardzo wysoka kwota, ale gdybym np. kupił podobne ubezpieczenie (obejmujące również odszkodowanie w przypadku śmiertelnej choroby, utraty ręki, nogi albo wzroku) w jednej z konkurencyjnych firm, zapłaciłbym za nie ok. 110-150 zł miesięcznie.
Źródło: Gazeta Wyborcza
Już dziś PRACA dla Ciebie -
Internetowe Targi Pracy
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4.2
6 głosów
Przeczytaj 16 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
BIZNES LUDZIE PIENIĄDZE

Jeśli buty to za 50 zł. Polacy kupują tanio, ale się nie przyznają
WYWIAD Z CEGIELSKIM

W Azji biznes robi się od kuchni. Od frontu wchodzą giganty
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

W Play Fresh stan darmowy... nie jest darmowy
Edukacja w finansach









