Z zagadnieniem tym zmierzyła się także firma doradcza Ernst & Young. Przedstawiła raport o dywersyfikacji dostaw błękitnego paliwa do Polski. W ciągu najbliższych miesięcy zapadną strategiczne decyzje, które na wiele lat zdecydują o kształcie rynku gazu w Polsce - może zostać ostatecznie zatwierdzony wieloletni kontrakt gazowy z Rosją, wybrany zostanie inwestor, który zbuduje gazoport do odbioru gazu skroplonego (LNG) w Świnoujściu. Trwają rozmowy o budowie łączników gazowych z Niemcami, Czechami i ze Słowacją.
Autorzy raportu potwierdzają opinię większości ekspertów, że dywersyfikacja dostaw gazu oraz budowa gazoportu i rurociągi łączące nas z sąsiadami są potrzebne. Ale bez ogródek piszą też, że te ogromne inwestycje oznaczają, że odbiorcy gazu, czyli przemysł oraz gospodarstwa domowe, zapłacą więcej. "Interes publiczny może wymagać tego, aby różnica w kosztach dostawy z kierunków alternatywnych była pokrywana przez wszystkich klientów końcowych (np. w postaci dodatkowych opłat). Zaniechanie realizacji inwestycji dywersyfikacyjnych wyłącznie z przyczyn czysto ekonomicznych może stać w sprzeczności z interesem państwa w zakresie zwiększania bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego" - czytamy w raporcie.
Wzrost opłat za gaz może w szczególności uderzyć w przemysł chemiczny. Gaz jest podstawowym surowcem do wyrobu nawozów, a polskie firmy borykają się z silną konkurencją.
Ale eksperci Ernst & Young twierdzą, że wybudowanie terminalu oraz łączników zwiększy konkurencję. "Na krajowym rynku praktycznie niepodzielnie króluje monopolista PGNiG. Jesteśmy przekonani, iż tylko realizacja kosztownych inwestycji w połączenia transgraniczne połączona z rozbudową krajowej sieci przesyłowej oraz budową podziemnych magazynów gazu może zmienić monopolistyczną strukturę rynku gazu ziemnego" - stwierdzają eksperci. Wszystko to przyczyni się bowiem do wejścia na rynek alternatywnych dostawców.
Zapewnienie dostaw gazu będzie miało kluczowe znaczenie także dla energetyki. Coraz więcej firm energetycznych zastanawia się nad budowaniem elektrowni na gaz. Wprawdzie jest on jako paliwo droższy niż węgiel, który daje nam dziś 94 proc. prądu, ale emituje o połowę mniej CO2. A po 2020 r., kiedy zgodnie z unijną dyrektywą wszystkie polskie elektrownie będą kupować prawa do emisji dwutlenku węgla na aukcjach, może się okazać, że prąd z gazu będzie tańszy niż z węgla. W tej chwili kilka koncernów energetycznych przymierza się do budowy bloków na gaz (patrz mapka). W sumie ich moc wyniesie od 2 do 3 tys. megawatów. Jeśli powstaną, będą zużywać rocznie 4 mld m sześc. gazu. Dziś zużywamy 14,5 mld m sześc., więc eksperci Ernst & Young szacują, że w 2020 r. konsumpcja gazu wzrośnie do 22 mld m sześc.
"Przeprowadzone przez nas analizy potwierdzają sens i konieczność przeprowadzenia działań dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego w Polsce" - czytamy w konkluzji raportu. Ale podkreślają, że aby uniknąć niepotrzebnego obciążania odbiorców kosztami, potrzebna będzie niezwykle staranna ich analiza. "W żadnym wypadku nie można doprowadzić do sytuacji, w której realizowane będą inwestycje, które nie są kluczowe z punktu widzenia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego oraz rozwoju konkurencyjnego rynku gazu".
W poniedziałek: relacja z konferencji "Bezpieczeństwo energetyczne - czy jest bezcenne?"