Biznes Ludzie Pieniądze

Ukraińska gospodarka potrzebuje reform. Co się stanie po wyborach?

Rafał Zasuń
08.02.2010 , aktualizacja: 08.02.2010 21:39
A A A Drukuj
Czy po zwycięstwie Wiktora Janukowycza coś się zmieni w pogrążonej w kryzysie ukraińskiej gospodarce? - Jeśli zaczną się reformy, to możemy spokojnie mieć 2-3 proc. wzrostu PKB - mówią ukraińscy ekonomiści. Ale do reform potrzebny jest nowy rząd, a nie prezydent.
Górnik z Doniecka po głosowaniu w niedzielnych wyborach
Fot. STR REUTERS
Górnik z Doniecka po głosowaniu w niedzielnych wyborach
- W pierwszej turze głosowałem na Serhija Tyhipkę, byłego szefa banku centralnego, bo on byłby najlepszym menedżerem na czasy kryzysu. W drugiej bez entuzjazmu głosowałem na Wiktora Janukowycza - mówi "Gazecie" znany ukraiński ekonomista. - Julia Tymoszenko wyrządziła krajowi ogromne szkody, odwlekając reformy. Janukowycz umie słuchać rad i ma dobrych doradców - dodaje.

Z ukraińskiego frontu walki z kryzysem dobiegają wciąż zastraszające wieści. PKB spadnie w tym roku o ponad 15 proc. (dokładnych danych jeszcze nie ma), w metalurgii - lokomotywie gospodarki - zwolniono 45 tys. ludzi, tysiące firm zalegają z wypłatą pensji. Banki są w fatalnej kondycji, praktycznie wstrzymały kredytowanie gospodarki.

Kilka dni temu bank centralny ujawnił informacje o spadku liczby kredytów hipotecznych. W zeszłym roku udzielono ich zaledwie 19 tys. W 2007 i 2008 r. kredyty na mieszkania dostało ponad 260 tys. rodzin. Dla porównania - w Polsce w 2008 kredyty hipoteczne wzięło ok. 300 tys. rodzin, a w 2009 r. ich liczba spadła tylko o połowę.

Janukowycz to dla biznesu dobra wiadomość

Banki po prostu nie mają pieniędzy. - Naród wciąż im nie ufa, pamiętając o tym, że przez pół roku nie wypłacały pieniędzy z lokat. Ludzie trzymają pieniądze w skarpetach, ale w końcu niczego lepszego niż banki nie wymyślono. Jeśli rząd i bank centralny przestaną oskarżać się nawzajem, to w ciągu dwóch-trzech miesięcy można zaufanie przywrócić - twierdzi anonimowo znany ukraiński finansista.

- Dla gospodarki 2009 r. był najcięższy, sytuacja będzie się poprawiać - mówi "Gazecie" Ihor Mitiukow, były minister finansów, a dziś szef amerykańskiego banku Morgan Stanley na Ukrainie. - Ale dla budżetu państwa najgorszy będzie rok 2010. Jeśli rząd nie będzie ciął wydatków, to jedynym wyjściem będzie emisja pustego pieniądza. Rośnie zrozumienie, że to zło - dodaje.

Mitiukow snuje prognozy: - Jeżeli zaczną się reformy, to ukraińska gospodarka powoli zacznie się podnosić. Wzrost będzie się opierał na odbudowie siły nabywczej przy braku kredytów. Po prostu ludzie zaczną znowu pracować, dostawać pensje i będą je wydawać. Rząd powinien przestać się zadłużać w bankach, dzięki czemu będą one musiały zacząć kredytowanie firm i ludności. Jeśli do tego dodać współpracę z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym, to możemy spokojnie wyjść na 2-3 proc. wzrostu PKB w tym roku.

Ale inny ukraiński ekonomista anonimowo kreśli negatywny scenariusz: - Po wyborach będziemy mieli długą polityczną zadymę, brak reform oznacza gospodarczą stagnację, dalszy wzrost szarej strefy i kryzys budżetowy. Państwo przestanie wypłacać pensje i emerytury, będziemy mieli problemy z zapłatą za gaz i inne nośniki energii. Zaczną się protesty emerytów, lekarzy, nauczycieli.

Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności? Większość ekonomistów wylicza jednym tchem: podwyższyć ceny gazu i prądu dla ludności, które są dotowane z budżetu, choć państwowe firmy płacą za gaz i węgiel po cenach światowych, obniżyć podatki, tak aby wyciągnąć firmy z szarej strefy. Spróbować znowu przyciągnąć zagranicznych inwestorów, rozwiązując ich najważniejszy problem - długi fiskusa wobec firm. Ukraiński budżet jest winien firmom ok. 3 mld dol., przede wszystkim dlatego że nie zwraca podatku VAT.

Czy społeczeństwo do tej pory mamione populistycznymi obietnicami przez niemal wszystkie partie rozumie, że trudne reformy są nieuchronne? - Moim zdaniem tak; ludzie mają dość, przestali wierzyć w obietnice, chcą czegoś przewidywalnego, spokojnego - mówi Mitiukow. - Rozumieją, że kraj stacza się po równi pochyłej.

Problem w tym, że wybory prezydenckie tak naprawdę niczego w gospodarce nie zmienią. Ukraińskie sfery gospodarcze bardziej interesuje, kto będzie premierem, niż kto będzie prezydentem, bo gospodarka to domena rządu. Na razie premierem jest wciąż Julia Tymoszenko, główna rywalka Janukowycza, która przegrała wybory prezydenckie. Ale jej partia nie ma większości w Radzie Najwyższej, czyli parlamencie. Nie ma jej także kierowana przez Janukowycza Partia Regionów. Na nowy rząd przyjdzie więc poczekać kilka miesięcy, być może będą potrzebne nowe wybory do Rady Najwyższej.

- Dla mnie najważniejsze wydarzenie wyborów prezydenckich to to, że pojawiła się nowa generacja polityków, nieodwołujących się do populizmu: Serhij Tyhipko, Arsenij Jaceniuk i Anatolij Hrycenko - mówi jeden z rozmówców "Gazety".

Pierwszym zadaniem nowego prezydenta będzie przekonanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego, aby wydzielił Ukrainie ostatnią ratę kredytu stabilizacyjnego. MFW wstrzymał ją, bo rząd Julii Tymoszenko grał z nim w kotka i myszkę - obiecywał reformy, ale gdy transze kredytu wpływały na konto, reformy odwoływano.

Janukowycza już poparł dziennik amerykańskiego biznesu "Wall Street Journal". "Po jego wygranej są szanse na to, że nastąpi okres stabilności i konsensusu w polityce gospodarczej" - napisał w poniedziałek.

Zdaniem "WSJ" nowy prezydent będzie próbował wprowadzić do rządu "kompetentnych technokratów finansowych i ekonomicznych oraz reformatorów rynkowych".

Większość ukraińskich ekonomistów pytanych przez "Gazetę" uważa, że najlepszym premierem byłby Tyhipko. Zebrał on znakomite oceny jako szef banku centralnego w latach 2002-04, był także szefem sztabu wyborczego Janukowycza w 2004 r.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów