Ostateczne dane na temat czeskiej konsumpcji, w tym spożycia piwa, będą znane najwcześniej pod koniec lutego, jednak już teraz wiadomo, że kryzys zmienił nawyki Czechów i sprawił, że piją oni coraz mniej złocistego trunku. Widać to już po wynikach sprzedaży czeskich browarów. Pilznensky Prazdroj, największy czeski browar, do którego należą takie marki, jak Pilsner Urquell, Gambrinus, Kozel i Radegast, ogłosił, że sprzedaż na czeskim rynku zmniejszyła się w ubiegłym roku o 4,5 proc. w porównaniu z danymi z 2008 roku. Jeszcze większy spadek, bo o 4,9 proc., zanotował Budvar.
Są dwa główne powody spadku spożycia: kryzys, który sprawił, że Czesi kupują mniej piwa, a jeśli już, to z powodu niższych cen piją je raczej w domu niż w lokalach, oraz znacznie mniejsze zainteresowanie turystów Czechami. A turyści wypijali nawet 15 proc. całego sprzedawanego w Czechach piwa. Zdaniem analityków z agencji Mag Consulting liczba turystów odwiedzających
Czechy w ubiegłym roku skurczyła się w porównaniu z 2008 rokiem nawet o 10 proc.
Mimo wszystko piwowarzy są spokojni, że Czesi pozostaną światowym liderem pod względem spożycia piwa. W 2008 roku statystyczny Czech wypijał średnio 155 litrów piwa, a na drugim miejscu znalazła się
Irlandia z wynikiem 133 litry na głowę. - Nawet jeśli spożycie spadnie poniżej 150 litrów, powinniśmy zachować pozycję lidera - mówi Jan Vesely, szef czeskiego stowarzyszenia zrzeszającego browary.
Czeskie browary starają się walczyć o klienta, m.in. wprowadzając na rynek tańsze marki piwa. Nie jest im jednak łatwo - od stycznia wzrosła akcyza na piwo. Rząd podjął tę decyzję, by łatać dziurę budżetową, jednak jest ona krytykowana przez browary. - Rozumiemy, że powinniśmy pomagać państwu. Ale to nie jest sprawiedliwe. Wydaje się, że niektóre branże pomagają Czechom bardziej od innych - skomentował decyzję czeskiego rządu Jan Vesely.